Oglądasz wiadomości znalezione dla zapytania: test szostoklasistow rozwiazania
Wiadomość
  elektryczna ogrzewanie (dmuchawa)
A jakiej mocy sie spodziewasz po tej grzalce?
2000 W, jak "farelka"? 800 W jak suszarka do wlosów na 1 biegu?
Jak czytam tego typu posty, to sie nie dziwie, ze tylko jeden z
parlamentarzystów zgodzil sie rozwiazac test kompetencyjny dla
szóstoklasistów. Pseudohumanisci q... mac.

Jacek
PS
Pseudohumanista to ktos kto mial pale z fizyki (ewentualnie z matmy druga)

 
  elektryczna ogrzewanie (dmuchawa)

A jakiej mocy sie spodziewasz po tej grzalce?
2000 W, jak "farelka"? 800 W jak suszarka do wlosów na 1 biegu?
Jak czytam tego typu posty, to sie nie dziwie, ze tylko jeden z
parlamentarzystów zgodzil sie rozwiazac test kompetencyjny dla
szóstoklasistów. Pseudohumanisci q... mac.

Jacek
PS
Pseudohumanista to ktos kto mial pale z fizyki (ewentualnie z matmy druga)


Gdzieś widziałem, kilka minut przed wejściem do samochodu, z pilota
uruchamiasz silnik wraz z dmuchawą, a wsiadając masz już ogrzane
wnętrze... Ale samochód był innej klasy niż SC, a sam system kosztował
więcej niż powinien.

  MATEMATYKA -POWIAT DZIERZONIOWSKI

Szóstoklasisto !!! Gimnazjalisto !!! Maturzysto !!!
Przed Tobą egzaminy, testy, sprawdziany itp.
Chcesz sprawdzić swoją wiedzę wcześniej??
A może chciałbyś powtórzyć i uporządkować swoją wiedzę ?? Zapraszam Cię na lekcje indywidualne i grupowe z matematyki.Cena juz od 10 złoty za 60 minut !!! Materiały w cenie zajęć.
Nie masz czasu na samodzielne i zmudne rozwiazywanie zadan matematycznych, testow z matematyki, zestawow zadan ( egzaminacyjnych , maturalnych itp), prac kontrolnych itd. DOBRZE TRAFILES !!! Za niewielkie pieniadze zaoszczedzisz swoj wlasny cenny czas. Sprobuj - przekonasz sie o moim profesjonalizmie i umiejetnosciach. NIE SZUKAJ !!! JUZ ZNALAZLES !!! P O M O C W C I A G U 24 G O D Z I N !!! Elektronicznie lub kurierem przesylam rozwiazania wraz z ogolnym opisem sposobu rozwiazania. SZYBKO, SOLIDNIE I SPRAWNIE.
NIE ZASTANAWIAJ SIE.
  Test kompetencji (kl. 6)
Jednym słowem - zwykły test.
Jak każdy, trochę się bałem, martwiłem, szczególnie z matematyki (Einstein, ale na odwrót), tak więc to chyba normalne. No ale myślę sobie 'Wal się matma i tak zrobię te twoje zadania'. I rzeczywiście, rozwiązania miałem dobre, myślę że powyżej 30+ będzie .

Pozdrowienia Bracia szóstoklasiści ;p.
 
  ="nd();" >I stopień Trzciniec 2008 ;) II turnus ;)
hej
Więc, co do testów, to humanistyczny poszedł idealnie. To znaczy zamknięte i otwarte tak jak Ania mam dobrze, ino czekać ile punktów odejmą mi za rozprawkę, ewentualnie [co stać się nie powinno, ale może] za podanie. Sądzę, iż był to najłatwiejszy test, jaki dotychczas był pisany Hm... rozprawka Kurczę, gdybyście mnie widzieli dzień, lub jakieś 2 godzinki przed egzaminami, to chodziłam i powtarzałam "Ja CHCĘ, ja ŻĄDAM rozprawki". Dosłownie drukowanymi mówiłam Mój brat o mało do psychiatryka mnie nie wysłał
Matma... jestem zła, gdyż popełniłam w zamkniętych proste błędy. Aczkolwiek otwarte mam dobrze, z czego bardzo się cieszę
I jeszcze niemiecki... Uważam, że szóstoklasista, który uczy się dobrze rozwiązałby go

Hm... nie wiem, czy dobrze, czy źle, ale ja się tam na 2 wybieram, może nawet Weronikę R. przekonamy
  egzamin gimnazjalny 2008
Ja jestem w piątej klasie podstawówki i wytłumaczcie mi dlaczego testy szóstoklasistów wydają mi się takie banalne? Przecież to łatwizna.
Pff, moje koleżanki szóstoklasistki (zresztą mnie się zawsze wydawało, że przepuszczono je tam za znajomościami bo umysłem to nie nadrabiają) nigdzie się nie udzielały, siedziały w domu i kuły, a efekty raczej mierne były, więc to raczej dowodzi, że spoko? xd

mi matura z angielskiego wydaje sie banalna. przegladalam próbna mature z tego roku i wydawala mi sie prosta, ale nie mialam czasu rozwiazac.
myslam ze jestem jakas glupia i jakby przyszlo co do czego, to bym nie zdala. ale baba z pryw ang powiedziala ze zdałabym mature bez problemu, wiec.. : ) chyba jednak mi sie nie wydawalo xD

ja na te moje testy teraz sie nie ucze i mam tyle pkt ile mam: )
  19. pozycja Zgorzelca w rankingu Rzeczpospolitej
17 lipca br. „Rzeczpospolita” opublikowała ranking najlepszych polskich samorządów. Wśród kryteriów przyjętych do oceny uczestników znalazły się m.in. umiejętność wydawania funduszy unijnych i wykorzystywanie nowych technologii w zarządzaniu, udział wydatków na realizację kontraktów z organizacjami pozarządowymi, wydatki mieszkaniowe w przeliczeniu na jednego mieszkańca, wyniki testu szóstoklasistów oraz gimnazjalistów, liczba nowych podmiotów gospodarczych działających na terenie gminy.

Kapituła rankingu przyznała Zgorzelcowi 19. miejsce w kategorii gmin miejskich i miejsko-wiejskich, co cieszy tym bardziej, że w stosunku do wyniku z roku 2006 (24. pozycja) przesunęliśmy się o 5 oczek w górę. Warto także odnotować wysoką, 6.pozycję Zgorzelca, który znalazł się w pierwszej dziesiątce 100 najlepiej zarządzanych samorządów, wyróżniających się wykorzystaniem do celów administracyjnych nowych technologii. Innowacyjność i nowoczesność wprowadzanych rozwiązań przyczyniają się do usprawniania i poprawiania jakości obsługi klienta, podnoszą atrakcyjność gminy i świadczą o perspektywicznym sposobie myślenia władz.
  MInister zabłysnął.
Henryk napisał :

Czy potrzeba było podstępu, aby zaprosić ministra na takie spotkanie/test ? Czy potrzeba było "ściemy" i niepoważnego potraktowania , bądź co bądź ministra poważnego resortu ?


Zgodzę się z tym,że podstęp,czy może niedoinformowanie co do szczegułów owego testu było może nie na miejscu ze strony dziennikarzy,ale test kompetencji na poziomie szóstoklasisty średnio rozgarnięty człowiek w wieku pana Szczygły powinien rozwiązać w ok 20 min. powiedzmy umownie,więc podejrzewam że MON nie chciał się poprostu skompromitować jak to uczyniło wielu jego kolegów z PiS-u,chociaż należy nadmienić,że wielu partyjnych kolegów ministra wogóle nie podeszło tak jak on do tego testu.
To też o czymś świadczy,wnioski niech sobie wyciąga każdy sam.

Pozdrawiam
  Gmina rządzi :)))
Zwykla skromność nakazuje jednak, wstrzymanie się od komentarzy: jacy to jesteśmy swietni, jakie to mamy sukcesy - w sytuacji, kiedy idąc ulicami miasta widzimy- ile mamy problemow do rozwiązania.


cofamy się o rok...

W rankingu samorządów 2006 zorganizowanym przez ,,Rzeczpospolitą”, a opublikowanym w wydaniu z 20 lipca - Zgorzelec uplasował się na 56 miejscu spośród 100 najlepszych gmin miejskich i miejsko- wiejskich w Polsce, gromadząc na swym koncie 44,6 pkt.
Ocenione zostały: tempo wzrostu wydatków majątkowych (2002-2005), pozyskane środki unijne w przeliczeniu na 1 mieszkańca (2004-2005), wysokość zadłużenia (zobowiązania do dochodów 2002-2005), nadwyżka operacyjna (2002-2005), tempo wzrostu dochodów własnych (2002-2005). Istotną rolę odegrała ocena przyrostu zadłużenia w stosunku do nakładów inwestycyjnych (2002-2005), dynamika wydatków na transport i ochronę środowiska, udział wydatków na realizację kontraktów z organizacjami pozarządowymi, (2002-2005), wydatki mieszkaniowe na 1 mieszkańca (2002-2005). Uwzględnione zostały również takie informacje jak: wyniki testu szóstoklasistów i gimnazjalistów (2004-2005), liczba podmiotów gospodarczych (2002-2005). Istotną rolę odegrał fakt posiadania przez Urząd Certyfikatu Jakości zgodnego z normą ISO, posiadanie opracowanych wieloletnich planów inwestycyjnych oraz liczba złożonych przez organizacje pozarządowe w latach 2002-2005 wniosków o dofinansowanie ich działalności.
Jak podkreślił- komentując wyniki rankingu Burmistrz Mirosław Fiedorowicz : Zważywszy na fakt, iż w Polsce funkcjonują 884 gminy miejskie i miejsko – wiejskie, oraz że w rankingu współzawodniczyły gminy z liczbą mieszkańców od ok. 4000, (co daje znacznie wyższe współczynniki przeliczeniowe na jednego mieszkańca)- lokata Zgorzelca ( ok. 34 000 mieszkańców), na tak wysokiej pozycji stanowi niewątpliwy wspólny sukces władz miasta oraz jego mieszkańców.
Z poważaniem
Roman Latosiński
Naczelnik
Wydziału Promocji i Informacji



cudowna przemiana podejścia ledwie rok a skromność wali po oczach...

http://krytyczny.wordpres...zeczpospolitej/

To sformułowanie jest nie tylko obraźliwe, ale stanowi zwykłe pomówienie. Wszelkie procedury dotyczace naboru na wszystkie stanowiska, w tym kierownicze w Urzędzie Miasta są jawne i dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej.


Proszę wskazać link do postępowania na stanowisko Naczelnik Wydziału Promocji i Współpracy z Zagranicą. Z góry dziękuję.
  Knajpa Superhipernowa, oczywiście pogodowa!
Biegam ja sobie po necie i co znajduję

w interii:
Pytania są niemądre. A ja nie po to jestem ministrem konstytucyjnym, by bawić się w takie rzeczy".

To słowa Aleksandra Szczygły. Szef resortu obrony narodowej to największe rozczarowanie: przyszedł napisać test kompetencji, po czym nagle zmienił zdanie. Powiedział "sorry", zabrał test i wyszedł.

Podstawowe błędy polityków w testach komptetencyjnych
Reporterzy RMF FM poprosili kilkudziesięciu posłów z różnych okręgów o wypełnienie testów kompetencji - takich samych, jakie rozwiązują szóstoklasiści, kończący szkołę podstawową. 20 rozwiązało zadania, kilkunastu kandydatów do Sejmu odmówiło napisania testów.
Ale co to jest? Myślałem, że to jakieś pytania, o województwo? Nie po to jestem ministrem konstytucyjnym, by bawić się w takie rzeczy. Mam poczucie humoru, ale nie lubię takich rzeczy, nie lubię takich zabaw. (...). Pytania są niemądre - oświadczył minister Szczygło. Powiedział "sorry" zabrał test i wyszedł.

Szef resortu obrony dostał jeden punkt, bo tyle otrzymuje uczeń za samo przystąpienie do egzaminu. A szkoda, bo gdyby napisał, na pewno poprawiłby punktację swojej partii. W teście RMF FM to właśnie Prawo i Sprawiedliwość wypadło najsłabiej, wręcz kompromitująco słabo. Wygrał LiD - 291 punktów, druga była Platforma Obywatelska - 226 pkt. PiS zdobył tylko 136 punktów, głównie z powodu polityków-wagarowiczów.

W teście nie chcieli wziąć udziału m.in. Jarosław Kaczyński, Przemysław Edgar Gosiewski, Kazimierz Ujazdowski Elżbieta Kruk Jolanta Szczypińska, Jerzy Polaczek, Antoni Macierewicz, Zyta Gilowska, Zbigniew Ziobro i Nelly Rokita.

Źródło informacji: PAP
  Knajpa Superhipernowa, oczywiście pogodowa!
Biegam ja sobie po necie i co znajduję

w interii:
Pytania są niemądre. A ja nie po to jestem ministrem konstytucyjnym, by bawić się w takie rzeczy".

To słowa Aleksandra Szczygły. Szef resortu obrony narodowej to największe rozczarowanie: przyszedł napisać test kompetencji, po czym nagle zmienił zdanie. Powiedział "sorry", zabrał test i wyszedł.

Podstawowe błędy polityków w testach komptetencyjnych
Reporterzy RMF FM poprosili kilkudziesięciu posłów z różnych okręgów o wypełnienie testów kompetencji - takich samych, jakie rozwiązują szóstoklasiści, kończący szkołę podstawową. 20 rozwiązało zadania, kilkunastu kandydatów do Sejmu odmówiło napisania testów.
Ale co to jest? Myślałem, że to jakieś pytania, o województwo? Nie po to jestem ministrem konstytucyjnym, by bawić się w takie rzeczy. Mam poczucie humoru, ale nie lubię takich rzeczy, nie lubię takich zabaw. (...). Pytania są niemądre - oświadczył minister Szczygło. Powiedział "sorry" zabrał test i wyszedł.

Szef resortu obrony dostał jeden punkt, bo tyle otrzymuje uczeń za samo przystąpienie do egzaminu. A szkoda, bo gdyby napisał, na pewno poprawiłby punktację swojej partii. W teście RMF FM to właśnie Prawo i Sprawiedliwość wypadło najsłabiej, wręcz kompromitująco słabo. Wygrał LiD - 291 punktów, druga była Platforma Obywatelska - 226 pkt. PiS zdobył tylko 136 punktów, głównie z powodu polityków-wagarowiczów.

W teście nie chcieli wziąć udziału m.in. Jarosław Kaczyński, Przemysław Edgar Gosiewski, Kazimierz Ujazdowski Elżbieta Kruk Jolanta Szczypińska, Jerzy Polaczek, Antoni Macierewicz, Zyta Gilowska, Zbigniew Ziobro i Nelly Rokita.

Źródło informacji: PAP


akurat ta notka powinna siedzieć w tendencyjności mediów
albowiem w teście brali udział parlamentarzyści ze wszystkich partii,
członkowie wszystkich odstępowali lub nie wykonywali,
a prasa wyszczególniła jedynie PiSowców.

jest to na oryginalnej stronie testu, już nie będę szukał linka, co go widziałem parę dni temu nazad.
  Leonette - S & S i ministerialny ból głowy
Rozdział szósty
Chrzest Lwa

‼Chrzest Morski - mugolski rytuał, związany z przekraczaniem równika, głównie drogą wodną. Wywodzi się z czasów, kiedy statki były jedynym sposobem przemieszczania się Mugoli między kontynentami. Przebieg rytuału jest bardzo różny; mogą występować w nim takie elementy jak: okładanie linami okrętowymi, wyrzucanie za burtę czy picie smoły.”

Encyklopedia Mugollica, wyd. 6 poprawione

**

- Seergiusz! Zmiłuj się nad nami wszystkimi! - wyjęczał Mark w słoneczne, piątkowe popołudnie, chowając głowę pod poduszkę. Nie mógł na to patrzeć. Nie chciał na to patrzeć. Czuł, że jeszcze chwila, a zacznie gryźć.
Jego przyjaciel oderwał wzrok od tomiszcza o tytule ‼Algebra numerologiczna w miesiąc” i uniósł pytająco brew. Stosy kartek z obliczeniami zaścielały łóżko Sergiusza na podobieństwo świeżo wybuchłego matematycznego wulkanu. Wśród tego bogactwa, niczym sułtan na wysłanym jedwabiami łożu, leżał sam blady i rozczochrany właściciel. W jego oczach było widać lekki obłęd.
- O co chodzi? - zapytał nieobecnym głosem.
- Gdybyś pisał wypracowanie z Eliksirów czy Transmutacji, to jeszcze bym zrozumiał, ale to...
- Już napisałem. W środę - rzekł Sergiuszek, chwytając w dłoń pióro. - Jasny Merlinie! - wymamrotał. - Nadal nie mogę pojąć, o co chodzi w tej różniczce numerologicznego prawdopodobieństwa! Od wczoraj się z tym męczę! - Z tymi słowami napoczął kolejne równanie i był stracony dla świata.
- A żeby ci Johannsen palce piątym kołem zmiażdżył! - złożył mu szczere życzenia Mark.
Odkąd młody Snape wrócił z nocnej eskapady na miotle, wpadł w algebraiczny trans. Jedyne, co robił, to jadł, spadł, chodził na lekcje i rozwiązywał równania. To ostatnie pochłaniało mu cały wolny czas, który normalne dzieciaki, w rodzaju Chestera Stunpike'a, spędzały na drażnieniu wielkiej kałamarnicy, gubieniu się w zamku i unikaniu Mistrza Eliksirów, który w tym tygodniu był wyjątkowo nerwowy.
Mark zaczynał się już obawiać, że jego przyjaciel zapadł na jakąś nieznaną jednostkę chorobową, szczególnie, że objawy fanatyzmu numerologicznego wciąż się nasilały. Obiecał sobie, że jutro zabierze Sergiusza do Pomfrey na badanie kontrolne.
Tymczasem, cały tydzień przebiegł w miarę normalnie. Mark był nawet skłonny uznać za normalne pełne nienawiści spojrzenia, którymi Sara przy każdej sposobności ciskała w Mistrza Eliksirów. A także to, że rodzeństwo Snape wyniośle się nawzajem ignorowało. Całkiem prawdopodobne, że kłótnie w tej rodzinie były na porządku dziennym.
Groźba zamknięcia kujonów w stajni Hagrida nadal pyszniła się na środku tablicy ogłoszeń. Prefekci Gryfonów, zwłaszcza Judy Weasley, z pomocą wszelkich znanych środków magicznych próbowali zlikwidować irytujące ogłoszenie. W przypływie desperacji władz w ruch poszły nawet scyzoryki, noże stołowe i oryginalna szczotka ryżowa Filcha.
Na marne. Jedynym owocem morderczej pracy prefektów był obraźliwy kuplecik, który pojawił się pod ogłoszeniem około czwartku:

‼Drapie Prefekt, sapie Prefekt,
poci się nad biedną kartką.
Czy, gdy marny widać efekt,
tracić wątłe siły warto?”

Mark uważał, że nie warto. Jednak, ponieważ miał dwie alternatywy: zachowanie swego zdania dla siebie lub powieszenie za kołnierz na jednym z kandelabrów, wolał milczeć.
- Eureka! - wrzasnął w tym momencie Sergiuszek, wywijając nad głową kartką papieru. - Wiem! Już wiem!

**

Rozległy się trąby jerychońskie.
- C-co? - bąknął Sergiuszek, podrywając głowę z wyjątkowo twardej poduszki. Gdyby miał czas się jej przyjrzeć, zauważyłby, że to ‼Licz sam. Numerologia dla opornych”. Ale czasu nie miał. A to dlatego, że w tym właśnie momencie para opazurzonych łap chwyciła go za kostki i brutalnie szarpnęła. Snape zaskowyczał i wbił paznokcie w kołdrę, czepiając jej się niczym tonący brzytwy.
- RATUUUNKU! MOORDUJĄ! MAAAMO! - Gdzieś za jego plecami rozległ się rozdzierający wrzask Chestera Stunepike'a. Przytomna cząstka spłoszonego umysłu Sergiusza wywnioskowała, że musi być bardzo źle. Tymczasem okazało się, że łapy są od niego silniejsze i wraz z kołdrą wylądował na ziemi. Stęknął boleśnie, gdy jego broda zderzyła się z podłogą. Kątem oka zobaczył nad sobą kudłaty łeb i straszny pysk...
Skojarzenie było natychmiastowe.
- Wywerny! - krzyknął i zareagował instynktownie, zwijając się niczym papierowa torebka i zatapiając zęby w miejscu, gdzie włochata łapa przechodziła w równie włochaty nadgarstek.
- Auaaaau! Ugryzł mnie! Ugryzł! - zaryczała wywerna, odskakując na bok. Sergiuszek klęczał na podłodze, pluł rudymi kłakami i wyglądał jak rozwścieczony kocur. Futro oprawcy smakowało jak coś, co dziesięć lat trzymano w szafie pełnej naftaliny i zdechłych moli. Nagle, przez opary zaskoczenia i wściekłości przedarła się do jego świadomości pewna myśl. Wywerny nie gadają, ani nie chodzą na dwóch łapach. A to, co stało nieopodal, spoglądając na Sergiuszka z obawą, z całą pewnością nie było wywerną. Spomiędzy okolonego aureolą kudłów łba i rozdziawionego lwiego pyska z którego wystawał wywalony na wierzch czerwony jęzor spoglądał na świat kawałek piegowatej twarzy jednego z szóstoklasistów.
Pozostałych pięciu przebierańców, z których każdy wyglądał jak makabryczna karykatura lwa, odwróciło włochate głowy od grupki stoczonych na środku dormitorium pierwszaków.
- Mówiłem ci, Gacek, żeby ostrożnie! - zadrwił czarniawy lew, ściskający w pazurach pokaźnych rozmiarów róg myśliwski.
- Ugryzł mnie, psiakrew! - poskarżyła się ofiara, wskazując zdrową łapą na Sergiuszka. Wywołało to salwę śmiechu wśród pobratymców. - No co tak ryczycie? Weźcie go spetryfikujcie, albo zwiążcie, albo co! Popatrzcie na smarkacza, jak ząbki szczerzy! Gotów nam jeszcze wszystkim ręce odgryźć!
- Taaa! Żeby nam Miszczunio jaja powyrywał razem z jelitami? - prychnął ten z rogiem. - Sam sobie go pacyfikuj, jak ci życie niemiłe! Nie wybieram twojej śmierci!
Cała szóstka spojrzała z wahaniem na Sergiuszka.
Gdzieś w głębi tykał straszny budzik Chestera.
- Chodź tu, stary! Nie bój się, nie zeżrą cię! - zawołał Mark, rozwiązując problem młodocianych oprawców. W przeciwieństwie do dwóch kolegów z dormitorium, którzy łypali podejrzliwie w stronę przebierańców, uśmiechał się szeroko i wyglądał na zadowolonego. Sergiusz przestał widzieć na czerwono i, po chwili wahania, dołączył do reszty pierwszorocznych. Wszyscy mieli na sobie jedynie pidżamy. Ta Chestera Stunepike'a była w kaczorki.
- Nie boję się - mruknął Sergiusz, usiłując wyglądać na pewnego siebie. Był jeszcze trochę oszołomiony, ale zdążył się już przekonać, że rzeczywiście nie grozi im żadne śmiertelne niebezpieczeństwo i wrodzona ciekawość zaczęła brać górę. Zapowiadała się niezła przygoda.
- To będzie coś jak chrzest morski! - wysyczał do jego ucha przejęty Mark. - Będzie cool, mówię ci, stary! Kiedy pojechałem na kolonie, tam też był...
- Cisza, oseski! - zagrzmiał czarniawy z rogiem. - Ustawić mi się w rządek, żebym mógł widzieć wszystkie wasze gęby i słuchać!
Odchrząknął i kontynuował uroczyście:
- Wielki Lew uczynił zaszczyt wam, mlekopijnym brzdącom, wyzywając was do boju z waszymi słabościami, lękami i nieudolnością, o tytuł pełnoprawnego Gryfona. Czy podejmujecie wyzwanie?
- Podejmuję! - wykrzyknął bez wahania Mark.
- Podejmuję! - powiedzieli niemal równocześnie Sergiusz i Willis. Chester wahał się przez chwilę, ale w końcu i jego ‼Podejmuję!” dołączyło do innych.
- Doskonale, stanęliście właśnie na drodze, by stać się pełnoprawnymi członkami naszego Domu. Przed wami test, który wykaże, ile jesteście warci. Jeśli uda się wam przebrnąć przez obydwie jego części, będziecie gotowi na ceremonię chrztu. Jeśli zaś nie... Najlepszym wyjściem dla was będzie podwinąć pod siebie wasze wyliniałe kocie ogony i zmiatać do Hufflepuffa! Zrozumiano?
- Tak jest, panie szeryfie! - odkrzyknął dziarsko Mark i natychmiast umilkł, zgromiony spojrzeniem jednego z przebierańców.
- Skoro więc zrozumiałe, to przechodzimy do części pierwszej. W pokoju wspólnym znajdują się porcelanowe figurki gryfów. Są w różnych kolorach. Waszym zadaniem jest wybrać figurkę w tej barwie, która najbardziej wam odpowiada i przynieść ją tu do mnie. Zadanie będziecie wykonywali pojedynczo. Kiedy pierwszy wróci, drugi pójdzie. Moi koledzy, Egzekutorzy - lew wskazał na pozostałą piątkę przebierańców, stojących na boku z założonymi rękami - będą czuwali nad tym, by żaden z was nie próbował oszukiwać. Oszustwo oznacza natychmiastową dyskwalifikację. Oszustwem nazywamy poproszenie kogoś o pomoc, lub korzystanie z magii. Tak więc radzę odłożyć na bok wasze różdżki, nie będą wam potrzebne.
Umilkł na chwilę i spojrzał przeciągle na Willisa, który sapnął ze złości i wyciągnął różdżkę z rękawa czerwonej pidżamy.
- Dobrze, a więc kogo mamy pierwszego?
Jeden z Egzekutorów podniósł do pyska kartkę z nazwiskami.
- Mark Prestine - wyczytał. - Zdejmij buty, masz iść na bosaka.
- Trzymaj za mnie kciuki, stary - szepnął Mark w stronę Sergiuszka i, uśmiechając się szeroko, wymaszerował z dormitorium. Dwóch Egzekutorów wyszło za nim.
Po chwili Snape usłyszał stłumiony krzyk i bardzo niecenzuralne przekleństwo.
- Pierwszy kotek na trasie - powiedział beztrosko czarniawy. Sergiuszek prawie widział jego uśmiech pod wywalonym czerwonym jęzorem. Poczuł nagle, że coś, co jeszcze przed chwilą zajmowało zakurzony zakamarek jego osobowości, zaczyna robić się BARDZO złe.
On mu jeszcze pokaże KTO tu jest kotkiem!
Otrząsnął się i zmusił do myślenia o innych rzeczach. Numerologia, tak. Umówił się z Potter na dzisiaj, o północy, by zdobyć równanie, mające rozwiązać tajemnicę sześciennego pokoju. To, co jego przyjaciel uznał za niezdrową manię, było tak naprawdę solidnym przygotowaniem. Solidne przygotowanie wpajało rodzeństwu Snape oboje rodziców. Podczas, gdy Sareczka zwykle przysypiała na tego rodzaju lekcjach, jej brat słuchał bardzo uważnie.
Miał tylko nadzieję, że Potter nie zaśpi. Nawet jeśli, to miał w planach wyciągnąć ją przemocą z łóżka. Potrzebował okropnie jakiejś zagadki.
- Coś ty taki ponury, mały? - zapytał go czarny lew. - Rozchmurz się, to twój wielki dzień!
- Wiem - odparł Sergiuszek z krzywym uśmiechem. - Dlatego muszę opracować strategię, jak go przeżyć.
Lew spojrzał na niego dziwnie, ale nie skomentował. Chester raz po raz z bardzo nerwową miną zerkał na zegarek. Willis ziewał ostentacyjnie. Sergiuszek przyglądał mu się przez chwilę, mając iście diabelską ochotę na odrobinę rozrywki.
Ostrożnie sięgnął ręką do kieszeni granatowej pidżamy i wymacał na dnie dwie identyczne kuleczki. Wyjął jedną i dyskretnym ruchem umieścił ją na paznokciu.
- Zamknij kłapaczkę, Willis - poprosił kolegę grzecznie.
Willisa lekko przymurowało.
- A co? - burknął wyzywająco.
- Radioaktywne muchy tu latają. Wyjątkowe paskudztwo - wytłumaczył mu problem Sergiuszek. - Co zrobisz, jak jedna wpadnie ci do paszczy? Mogą ci wyrosnąć czułki, jak u konika polnego.
- Albo świński ryj - dorzucił odkrywczo jeden z Egzekutorów.
Willis wyburczał coś niezrozumiale.
- Nie mrucz tak pod nosem, bo znów ci się wybieli - poradził mu Sergiuszek.
Willis podniósł brodę i spojrzał na Snape'a z nieskrywaną nienawiścią.
- Ty... - warknął. - Ty sobie myślisz, że jeśli masz równie paskudną gębę, jak twój stary, to możesz sobie pozwalać na tyle samo? Myślisz, że co? Że cię uratuje, jak polecisz do niego z rykiem?
- Myślę, że za wysoko zadzierasz nochal - powiedział Sergiuszek bardzo powoli. - A to piekielnie niezdrowo w Gryffindorze. I myślę... że masz jeszcze minutę... na przeproszenie całej mojej rodziny.
- Radzę to zrobić, mały - mruknął czarniawy lew.
- Bo co mi zrobisz? Pogryziesz mnie, knypku? - zadrwił Willis. Nie doczekawszy się odpowiedzi, ziewnął ponownie, jeszcze szerzej. Sergiuszek przymrużył jedno oko, wycelował starannie i pstryknął. Lata grania w magiczne kulki z Sarą opłaciły się, trafił idealnie. Jego ofiara zamrugała, zdziwiona, ale Sergiuszek wiedział, że nie miała najmniejszych szans na wykrycie specyfiku, który rozpuszczał się w momencie zetknięcia się z błonami śluzowymi.
Ten z rogiem z całych sił starał się nie udławić własnym językiem.
Sergiuszek wpatrywał się przez moment w Willisa, a kiedy wreszcie zobaczył SKUTEK, oczy nieomal nie wyszły mu na wierzch. Nie podejrzewałem się o Trzecie Oko, pomyślał zdumiony.
- O mamo...! - jęknął czarniawy, dusząc się w lwim kostiumie. - Na Merlina...!
- Zja-zjadł muchuchuchę! - zakwiczał jeden z Egzekutorów, tarzając się po podłodze.
Willis sięgnął rękami do głowy i wrzasnął. Tuż nad czołem wystawała mu z czaszki para zgrabnych owadzich czułek.
Sergiuszek pokiwał głową z udawanym współczuciem. Z trudem powstrzymywał się, by też nie parsknąć śmiechem. Ta runda musiała zostać rozegrana do końca.
- Nie ma rady, Willis. - Sergiuszek pokiwał współczująco głową. - Teraz tylko Raid na prusaki i karaluchy. Po niczym innym nie zlezie.
- Ty... Ty... - wysyczał chłopak, cały purpurowy.
- Dawałem ci minutę na przeprosiny. To było uczciwe.
- Żywcem cię wypatroszę, ty padalcu!
- To ci nie pomoże na efekt rozdziawiania paszczy.
- A co ja mam teraz zrobić? No co? Nawet nie wiem, co to jest ten cholerny Raid!
- Zapytaj Marka. On spec od rajdowych. - Sergiuszek wyszczerzył zęby.
Jeśli Willis zamierzał cos więcej powiedzieć lub uczynić, widok egzekutorów skutecznie go zastopował. Kopnął wściekle nogę jednego z łóżek i zaszył się za kotarą własnego.
- Wiesz co, mały? Zaczynam się ciebie bać - wyznał Sergiuszowi po bardzo długiej chwili ciszy czarniawy lew.
Sergiuszek skinął głową, przyjmując do wiadomości złożony mu hołd.

**

- Nie wychodźcie dzisiaj, dziewczyny, z lochów - rzuciła prefekt Slytherinu, wkraczając do łazienki w ciemnozielonym, jedwabnym szlafroku, wyszywanym w chińskie smoki. Sareczka poczuła ukłucie zazdrości. Muszę koniecznie taki mieć, pomyślała.
- A czemu to? - zdziwiła się Lidia, zaprzestając na moment rozczesywania swej kaskady włosów. - Hagrid urządza wyścigi sklątek tylnowybuchowych, czy Filch robi generalną dezynsekcję korytarzy?
- Gorzej - mruknęła jedna z piątoklasistek, krzywiąc się niemiłosiernie. - Gryfoni roznoszą w puch cały Hogwart.
- Filch już od rana montuje zapory przeciwogniowe - dorzuciła Prefekt, uśmiechając się okropnie. - Biedny staruszek... Co rok to musi znosić.
Sareczka wypluła pastę do zębów i zmarszczyła brwi.
- Co? - zapytała.
- Chrzest Lwa - odpowiedziały chórem obydwie starsze dziewczyny. Lidia zamrugała, skonfundowana. Sara poczuła niejaka ulgę: nie była jedyną, która nic tu nie rozumiała.
- Dokładniej? - poprosiła Snape.
Prefekt westchnęła ciężko i musnęła palcami ciemne sploty. Rzuciła Sareczce długie spojrzenie, odłożyła na zlew pokaźnej wielkości kosmetyczkę, po czym kontynuowała cierpiętniczym tonem:
- Od kilkunastu lat jest w Gryffindorze taka pompatyczna tradycja, by nowo przyjętych członków Domu testować, czy nadają się do zostania pełnoprawnymi Gryfonami. Śmieszne, jeśli chcecie znać moje zdanie. Jak przejdą test, to ichni nieoficjalny przywódca, zwany Wielkim Lwem, chrzci ich, nadając im jakieś głupawe imię, po czym mogą chodzić, cali dumni i bladzi, że są najlepsi w Hogwarcie.
- A, fe! - stwierdziła Lidia, strojąc miny do lustra.
- Sam chrzest jaki jest, taki jest, ale testy, które się przed nim odbywają, przekraczają wszelkie pojęcie. Mogę wam przytoczyć kilka co bardziej spektakularnych wyczynów waszych rówieśników: jeden z nich cztery lata temu zrobił coś z portretami. Kiedy przechodziłaś, śpiewały twoją ulubioną piosenkę. Inny dosypał czegoś do zupy i wszystkim, nie wyłączając kadry nauczycielskiej, wyrosły ptasie dzioby. Dwa lata temu mandragory profesor Sprout tańczyły w holu walca. Jakaś dziewczynka przemalowała ściany sali Eliksirów na złoto i czerwono. Ale to nie wszystko; jeśli ktoś wypowiedział słowo ‼eliksir”, to sypało mu się na łeb złote konfetti. Przez cały tydzień. Pamiętam to bardzo dobrze. Profesor Snape w poniedziałek odwołał zajęcia...
Sareczka wydała z siebie dźwięk przypominający duszenie wróbla. Piątoklasistka, która stała obok, mrugnęła do niej porozumiewawczo.
- Czy profesor w domu też jest taki sztywny i spięty, jakby ktoś mu kij od miotły wsadził w...
- Nie kończ - poprosiła Sara. - Stara się, ale nie zawsze mu to wychodzi.
- Tak więc, jeśli nie chcecie doświadczyć przykrych skutków lwich igraszek, radzę wam nie wychylać nosa z dormitoriów, moje drogie - zakończyła protekcjonalnym tonem prefekt i zabrała się do toalety.
- Ciekawe, Sara, czy twoja druga połówka da sobie radę. Myślisz, że jest wystarczająco gryfońska? - zastanowiła się Lidia.
Sareczka uśmiechnęła się paskudnie. Dość długo znała parszywego braciszka, by nie mieć w tej materii żadnych wątpliwości.
- On? On całą ich lwią wieżę postawi na czubku nosa McGonagall i nawet się nie zadyszy - prychnęła.

**

- Jestem, cholera - wymamrotał Mark. Miał purpurowe z wysiłku policzki i wilgotne włosy. Zataczając się lekko wszedł do dormitorium, po czym osunął się bez czucia na łóżko. W wyciągniętej ku sufitowi ręce dzierżył czerwoną figurkę gryfa.
Przypominał przewróconą Statuę Wolności.
- Reanimować cię, stary? - zapytał trochę niespokojnie Sergiusz. Mark uczynił nieokreślony ruch dłonią, mogący oznaczać równie dobrze prośbę o pomoc, co chęć odgonienia radioaktywnych much.
- Kto następny? - zapytał czarniawy.
- Sergiusz Snape.
- Prosimy, bardzo prosimy na szlak! - czarniawy wyciągnął łapę w stronę Sergiuszka w parodii zaproszenia. Snape uśmiechnął się szeroko, dźwignął z dywanu i ruszył w kierunku wyjścia. Nareszcie jakieś zajęcie.
- Po-wo-dze-nia - wymamrotał Mark.
Sergiusz starannie zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się. Korytarzyk prowadzący do spiralnych schodków był ciemny jak wnętrzności Murzyna. Gdyby miał ze sobą różdżkę, jedno ‼Lumos” rozwiązałoby sprawę. Ale nie miał. Trzeba więc sobie radzić inaczej.
Schody były po jego prawej stronie. Po drodze istniały pewnie jakieś pułapki, przecież na jedną natknął się Mark. Mógł iść powoli, macając ścianę... Zaraz! To w końcu był Chrzest Lwa. Gryfońskiej odwagi.
- Acha! - mruknął do siebie, uśmiechając się tryumfalnie. Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył samym środkiem korytarzyka. Miał przy tym wrażenie, że podłoga jest dziwnie miękka pod jego stopami i był całkiem pewien, że jeśliby tylko chwilę dłużej postawił na niej stopę, zapadłby się z kretesem.
Tuż przy spiralnych schodach podłoga odzyskała swe normalne właściwości. Wyprostował nogę, już zamierzając postawić ją na pierwszym stopniu, kiedy...
Zaklął pod nosem i wycofał się. W mdłym świetle dnia, dochodzącym z wąskiego okienka po lewej stronie dostrzegł, w co omal nie wlazł.
W miejscu, gdzie jeszcze wczoraj były schody, dziś rozlewało się wspaniałe, zielonkawe bajoro. Powierzchnię skośnej, ale mimo tego nieruchomej tafli błota co pewien czas pstrzyły wypływające z głębi bańki powietrza. Czyste bagno.
Tędy na żaden sposób nie dało się zejść. A więc którędy? Oczy Sergiuszka na moment zatrzymały się na spiralnej poręczy, która znikała za zakrętem schodów. Przejechał palcem po jej powierzchni. Śliska jak lód. Jasne.
Spojrzał do góry. Mógłby spróbować po suficie, czepiając się kandelabrów jak małpa. Jednak wątpił, czy utrzymałby się dłużej, niż dziesięć sekund. Do siłaczy zdecydowanie nie należał. Zostawała mu więc jedynie ta przeklęta poręcz. Już niemal czuł, jak przewracają się w nim wnętrzności. Miał BARDZO złe wspomnienia ze zjeżdżania po poręczy w domostwie Potterów. Skończyło się złamaną ręką, rozbitym kolanem i polerowaniem dwunastu kociołków pod surowym okiem Mistrza Eliksirów. Nic, co można by wspominać z rozrzewnieniem.
Chwycił obiema rekami za drążek łączący poręcz z podłogą i przerzucił nogę nad poręczą, kładąc się na niej na płask. Przełknął nerwowo ślinę, czując, że jego ciało już zaczyna się zsuwać z taką siłą, że ledwie może utrzymać drążek...
Puścił.
Gwiazdy zawirowały mu przed oczami, kiedy z wizgiem ruszył na dół. Podbródek boleśnie grzmotnął o poręcz. Trzy gwałtowne szarpnięcia i jedno uderzenie ramieniem o ścianę. Jęknął. Brzuch bolał. Zero oporu, chyba nabierał coraz większej szybkości... Dłonie piekły. Przed oczyma migało mu coś zielonego i brunatnego. Pęd mierzwił włosy. Kolejne uderzenie. Kiedy to się skończy? JAK to się skończy?
Koniec poręczy! Poszybował w powietrzu i uderzył plecami w dziwnie miękką podłogę. Nad nim przerażone głosy.
- Mały, żyjesz?
- Ja cię kręcę, zjechał!
- Żyję - burknął Sergiuszek, podnosząc się z czegoś, co okazało się być materacem. Z bólu w licznych częściach ciała wywnioskował, że żadna mu jeszcze nie odpadła. Dwoje Egzekutorów patrzyło na niego z autentycznym zdumieniem. - A co miałem niby zrobić?
- Zejść, normalnie. To bajoro to była iluzja. A ty...
Sergiuszek obdarzył przebierańca takim spojrzeniem, że chłopakowi dalsze słowa stanęły kołkiem w gardle.
- Masz niezłe loty, Snape - zadrwił drugi. - Myślałeś kiedyś, by wystartować w turnieju Czterech Skoczni? Nieważne - dorzucił szybko, gdy Sergiuszek skierował Spojrzenie na niego. - Czas ci w dalszą drogę, mały.
Wszystkie fotele, sofy i stoliki zostały stłoczone na samym środku pokoju wspólnego. Otoczono je czymś w rodzaju magicznej zapory, skrzącej się błękitnie. Zapora zostawiała tuż przy ścianie dwumetrowej szerokości przejście, które ciągnęło się przez cały obwód pokoju. Sergiuszkowi skojarzyło się to ze ścieżką zdrowia.
Wyprostował się, odgarnął z czoła włażącą mu do oczu grzywkę i ruszył naprzód. Pierwsze dziesięć kroków przebył bez przeszkód. ‼Ciekawe, co oni TERAZ nam naszykowali”, pomyślał, skanując wzrokiem korytarzyk w poszukiwaniu ewentualnych pułapek.
Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Przejście było najeżone szpilkami. Nie widział ani milimetra wolnej od nich podłogi. I rozciągały się zbyt daleko, by ryzykować skok. A on był na bosaka.
Sergiuszek przyklęknął, by przyjrzeć się im z bliska. Wbito je gęsto. BARDZO gęsto.
Zmarszczył brwi. Fakir? Ostrożnie postawił jedną stopę na szpilkach. Równie ostrożnie przeniósł na nią ciężar ciała. Uczucie było nieprzyjemne, ale żadna ze szpilek nie przebiła skóry.
Powoli zaczął przedzierać się przez kłujący dywan. Stres sprawiał, że zrobiło mu się sucho w ustach. Nerwowo przełknął ślinę. Jeszcze trochę... Już! Odetchnął z ulgą, gdy podłoga znów zrobiła się normalna.
Niemal zahaczył nogą o rozciągniętą w poprzek przejścia nitkę. Spojrzał w górę, by zobaczyć, co też jego starsi koledzy przyszykowali dla nieostrożnych i wyrżnął nosem w lustro, którego przed momentem tu nie było.
Syknął z bólu i pomasował palcami grzbiet nosa. Zapukał knykciem w lustro. Wyglądało na bardzo solidne. Spróbował je obejść, ale ciężkie, złocone ramy opierały się z jednej strony o ścianę, zaś z drugiej o magiczną zaporę. Zaklął cicho i wpatrzył się w swoje odbicie w zwierciadle. Nie widział żadnego rozwiązania.
- Jesteś idiotą, wiesz?
Sergiuszek podskoczył.
- Że co? - wykrztusił. Odbicie uśmiechnęło się tak, że Snape'owi ciarki przeszły po grzbiecie. Czy ja naprawdę tak wyglądam?, pomyślał.
- Że idiotą jesteś. - Odbicie westchnęło, wyraźnie zniecierpliwione. - Tu jest zamek, to trzeba kluczykiem otworzyć. Kluczyk masz w kieszeni.
Sergiuszek z pewnym powątpiewaniem sięgnął ręką do kieszeni pidżamy. Kluczyka nie było.
- Bardzo śmieszne - prychnął. Odbicie wzruszyło ramionami.
- Jak uważasz. Skoro nie chcesz otwierać zamka, to możesz przecież pozostać na tej stronie.
Sergiuszek nie chciał pozostać. I pomyślał, że nie wie przecież, gdzie jest zamek. Po chwili jednak doszedł do wniosku, że chyba wie.
Zamek błyszczał złoto w głębi lustra. Snape spojrzał za siebie po to tylko, by przekonać się, że po jego stronie świata ów zamek nie istnieje.
- Teraz ‼Alicja w Krainie Czarów?” - zadrwił. Odbicie tylko uśmiechnęło się szyderczo.
Ostatecznie, co szkodzi spróbować? Zacisnął powieki i, dla większej pewności recytując swoje imię wspak, skoczył do przodu. Poczuł chłodny powiew, jakby przenikał przez ścianę lodowatego powietrza. Był w środku.
Zamrugał, usiłując przezwyciężyć zawroty głowy. Zamek nagle stał się częścią szerokich, drewnianych drzwi w głębi przejścia. Jak najbardziej realnych. Zrobił parę kroków, ale niemal natychmiast przestał, widząc, że nie rusza się z miejsca.
Zaraz, zaraz. Z tego co pamiętał, trzeba było inaczej... Obrócił się i zaczął iść tyłem. Podziałało! To wcale nie było takie trudne, jeśli tylko znało się ogólne zasady. Zerknął przez ramię i zobaczył, że zbite z pionowych desek drzwi są już całkiem blisko.
Nagle zapadła ciemność.
Sergiuszek zamarł i wstrzymał oddech. Poczuł się jak mucha, nakryta nagle tekturowym pudełkiem. Brak światła zdawał się być prawie namacalny. ‼Chcą mnie przestraszyć”, pomyślał. Szczęście, że już dawno przestał się bać ciemności. Spojrzał za siebie. Zamek wciąż lśnił wewnętrznym blaskiem. Zrobił krok do tyłu...
Coś zachrzęściło pod jego stopą. Z jego gardła wydarł się cichy krzyk. Delikatny szmer, początkowo na granicy słyszalności, teraz zaczął się nasilać. Coś szło po podłodze... Coś twarde, chitynowe... Coś zaczęło włazić na jego palce... Wrzasnął i tupnął, znowu depcząc to coś z głośnym chrzęstem. Poczuł na podeszwie stopy ohydną, oślizgłą maź. Powietrze zdążyło już przejść ostrym, nieprzyjemnym zapachem.
Matko, ile TEGO musiało być!
- Uciekajcie stąd! A sio, śmierdziele! - ryknął, rzucając się przed siebie w panice. Musiał się stąd wydostać, nim pożrą go żywcem! Po kilku rozpaczliwych susach w kierunku złotego zamka, chrzęszcząc niemiłosiernie wpadł plecami na ścianę. Do jasnej, zapomniał, że musi biec do tyłu! Odwrócił się i trzęsąc się z obrzydzenia oraz ślizgając na rozdeptanym robactwie, dotruchtał do drzwi. Setki maleńkich nóżek drapały jego stopy. Klucz! Gdzie jest klucz? W panice sięgnął do kieszeni i ulga niebiańska na niego spłynęła, gdy wyczuł palcami metalowy przedmiot. Mały, złoty kluczyk błysnął w jego ręce i wsunął się do zamka. To coś, co lazło po jego plecach, zdążyło już dotrzeć do karku... Zdeterminowanym ruchem przekręcił kluczyk.
Wszystko znikło. Stał w oświetlonym porannym słońcem przejściu. Zachwiał się i oparł ciężko o ścianę.
- Raju... - mruknął. - A ja im nie wierzyłem, kiedy mi mówili, że Chrzest Lwa jest tysiąc razy gorszy od morskiego.
Tuż przed nim znajdował się wmurowany w ścianę kominek. Porcelanowe płaskorzeźby gryfów zdawały się zastanawiać, czy odważy się podejść bliżej. W głębi paleniska płonął oślepiająco biały ogień o dziwnej, zielonkawej poświacie. Sergiusz wolniutko przysunął się do brzegu kominka, by dokładniej przyjrzeć się jego wnętrzu.
Dopiero po chwili, kiedy jego wzrok przyzwyczaił się do jaskrawego ognia, wśród płomieni dostrzegł kilkadziesiąt malutkich, czerwonych kropeczek. Oczy te należały do srebrzystych jaszczurek grubości ołówka, których setki kłębiły się wśród roziskrzonych żagwi. Znakomita większość ślepek wpatrywała się w Sergiusza.
Zawahał się. Nie lubił pakować się w coś, czego nie znał. Paskudztwa, które wyglądały jak skrzyżowanie bazyliszka ze stonogą, mogły równie dobrze go skremować jak i zacząć tańczyć tango argentyńskie.
Wreszcie miał dość czekania, aż coś się wydarzy.
‼A niech tam, raz kozie śmierć. Snape'owie żyją tylko dwa razy”, pomyślał i ruszył do przodu.
Nie uszedł jednak nawet dwóch kroków, gdy tuż przed jego nosem wystrzeliła ściana ognia. Stało się to tak nagle, że omal nie stracił jednego z owych dwóch żyć. Lekko spłoszony, poszukał wzrokiem źródła tej niespodziewanej przeszkody i totalnie go zamurowało. Pupilki Lucyfera, świecąc wściekle czerwonymi oczami, wlazły jeden na drugiego, tworząc równiutki słupek. Kiedy to zrobiły, nie miał pojęcia. Z każdego mikroskopijnego pyszczka wydobywał się strumień ognia, zdolny przysmażyć pęto kiełbasy. Wszystkie płomienie razem tworzyły zaporę nie do przejścia.
- Jak rany, co to jest? - zapytał sam siebie, skonfundowany.
Ta część jaszczurek, która jeszcze nie była zajęta staniem w słupku, zaczęła tworzyć piramidkę.
- Eee? Czy to jakiś kalambur? Chcecie, żebym odgadł, co macie mi do powiedzenia? - Sergiusz zmarszczył czoło, myśląc intensywnie. - Piramida Cheopsa? Sfinks? Starożytny Egipt?
Piramidka zaczęła strzelać fajerwerkami.
- Sylwester?
Fajerwerki, początkowo bezładne, przyjęły kształt ognistego kręgu.
- Uwiedzenie Merlina?!
Jaszczurki zasyczały gniewnie i piramidka się rozpadła.
- ‼Gwiezdne wojny?” - dociekał dalej Sergiuszek. ‼Indiana Jones i ostatnia krucjata”?
Jednemu ze stworzonek musiały w tej chwili puścić nerwy, gdyż w stronę Snape'a poszybowała wiązka płomieni. Chłopak krzyknął i odruchowo zasłonił twarz rękami. Mimo to, jedynym, co poczuł, był ciepły podmuch. Ognisty nabój uderzył w niego i... rozprysnął się nieszkodliwie po całym ciele.
Sergiusza nagle oświeciło.
- Sztuczne ognie, no jasne! - wykrzyknął, po czym, już bez wahania, wkroczył w ścianę płomieni. Poczuł delikatne iskrzenie na całym ciele...
I szarpnięcie.

**

Wilcza skóra, należąca niegdyś do jakiegoś naprawdę gigantycznego osobnika, była śliska i chłodna pod jego stopami. Stał na samym środku mrocznego salonu. Pachniało drewnem i książkami. Sergiuszowi zdawało się, że wyczuwa także subtelny aromat alkoholu.
Jedynym światłem, jakie padało na wyłożone ciemną boazerią ściany i sufit, był blask płonącego kominka. Na jego tle odznaczały się kontury okrągłego stolika i dwóch foteli, z których jeden był zajęty przez wysokiego i szczupłego mężczyznę w szatach czarodzieja. Nic więcej nie dało się o jego wyglądzie powiedzieć, gdyż twarz nieznajomego tonęła w mroku.
- Widzę, że dotarłeś. Zaproponowałbym ci coś mocniejszego na uspokojenie nerwów, ale za mały z ciebie kotek - odezwał się swobodnym tonem mężczyzna.
Sergiuszek przechylił głowę, próbując dostrzec jeszcze jakiś szczegół jego fizjonomii. Głos tego człowieka budził w Snape'ie mgliste i niewyraźne wspomnienia, których nie był jednak w stanie umiejscowić.
- Mam wrażenie, że cię znam - odezwał się wreszcie.
- Błędne wrażenie.
- A czy kiedyś cię poznam? - spytał zaczepnie.
- Wątpliwe. - W głosie nieznajomego zabrzmiała drwina.
Sergiusz uznał odpowiedź za niechęć do zacieśniania związków towarzyskich. Postanowił wobec tego zostać tam gdzie stał i od razu przejść do sedna sprawy.
- Mam coś zrobić, prawda?
- Inteligentny dzieciak - pochwalił go nieznajomy. - Zerknij więc w drugą stronę. Tych kilka maszkar zajmuje mi całą ścianę i okropnie psuje wystrój, nie wspominając nawet o humorze. Jak widzisz, są w różnych barwach. Wybierz kolor, który najbardziej ci pasuje. Następnie podejdź do upatrzonego wytworu partactwa rzeźbiarskiego i zanurz mu rękę w gardzieli. Znajdziesz tam swoją nagrodę. Życzę miłej zabawy.
Sergiuszek przyjrzał się z powątpiewaniem szeregowi wyjątkowo paskudnych posągów chimer. Wyglądały realistycznie. Nawet nieżywe, miały widoczną ochotę, by go zeżreć.
- Wszystko jedno, który kolor wybiorę?
- Nie.
- A jak źle wybiorę?
- Odgryzie ci palce.
Snape przełknął nerwowo ślinę. Nie zdawało się, by nieznajomy sobie żartował. Wprost przeciwnie, jego głos brzmiał śmiertelnie poważnie.
Sergiusz odetchnął głęboko i ruszył naprzód. Zdecydowanie, ‼coś mocniejszego” bardzo by się przydało. Nad wyborem koloru nie zastanawiał się ani chwili. Jedną z rzeczy, które odziedziczył po ojcu było płomienne uczucie, jakim obdarzał czerń.
Chimera szczerzyła się niczym hiena przed obgryzieniem padliny. Jej okrutne oczy patrzyły na Sergiusza z wielowiekową nienawiścią.
- One na pewno są martwe? - zapytał chłopak, niezbyt chętny do wsadzania jakiejkolwiek części swojego ciała pomiędzy dwa rzędy iglastych zębów.
- Ponoć tak. Ale nawet jeśli nie, to teraz jest ranek, a one nie ożywają przed zmrokiem.
- Dzięki za pocieszenie.
Sergiuszek zacisnął na wszelki wypadek powieki i jednym ruchem wsunął dłoń do gardzieli czarnego potwora.
- Nic nie czuję! - poskarżył się.
- Śmiało, chłopie! Do żołądka!
- Próbuję…
- Może zaklinowała się w dwunastnicy?
- Zaraz! Rzeźby chimer NIE MAJĄ dwunastnicy!
- Nie panikuj. Przecież mówię, że do wieczora daleko...
- Czy nieożywione chimery mogą wymiotować? Bo tej się chyba zbiera.
- ...Co prawda, my tutaj mamy Noc Polarną...
- JEST!
Rozdygotany Sergiuszek błyskawicznie usunął dłoń z przewodu pokarmowego maszkary. W kurczowo zaciśniętych palcach trzymał figurkę czarnego gryfa.
- Doskonale. A teraz zmiataj.
Ponowne szarpnięcie w okolicach brzucha i oto wylądował przed drzwiami swojego dormitorium. Wciąż chwiejąc się lekko, nacisnął klamkę i wszedł do środka.

**

- Cześć. Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść - rzucił sentencjonalnie Sergiuszek, machając przed nosem czarniawego figurką gryfa. Już zamierzał paść bez życia na swoje łóżko, gdy zatrzymała go ręka jednego z Egzekutorów.
- Murzyn jeszcze chwilkę zostanie - nakazał przebieraniec. - Nie chciałby przegapić komitetu powitalnego.
- Powitalnego? - Sergiuszek rozejrzał się po pokoju. Oprócz szczękającego zębami Stunepike'a i czterech Egzekutorów, nie było tu nikogo.
Gdzie się podziewał Mark?
Odpowiedź przybyła wraz z hukiem otwieranych drzwi łazienki. Do dormitorium połowicznie wbiegło, połowicznie przygalopowało coś potwornie pokracznego. Zdążyło dotoczyć się do środka pokoju, potknęło o chwost na własnym ogonie i uwaliło się jak długie na ziemię, tuż przed oniemiałym Snape'em.
Mark, który wszedł za owym czymś, możliwie dyskretnie zamknął drzwi.
- Sorry, stary - mruknął, bezradnie rozkładając ręce. - Usiłowałem go przytrzymać, ale ma za dużo... tego... koni mechanicznych.
- To... To jest Willis? - wydukał Sergiuszek, wybałuszając oczy na rozpostarte przed nim dziwo.
- Na to wygląda.
Nie wyglądało. Domniemany Gryfon posiadał w tej chwili, prócz owadzich czułków, także koński kuper, krowie kopyta, lwi ogon, żabie przednie kończyny, rybie oczy, ptasi dziób zamiast nosa i uszy pekińczyka. Pełen przekrój ewolucji.
- Ooo - powiedział wyraźnie zakłopotany Snape. - Nie wiedziałem, że to aż tak źle działa. Jak mi to dawali, powiedzieli, że ofiarom może wyrosnąć jedna lub dwie dziwne rzeczy, ale żeby tyle? Chyba należą mu się przeprosiny.
- A co to w ogóle jest? - zapytał konfidencjonalnym tonem czarniawy.
- Pastylki ‼Trochę tego, trochę owego”. Z WWW. W sprzedaży oficjalnie dopiero za pół roku, jak przejdą testy końcowe - mruknął półgębkiem Sergiuszek.
- Tak właśnie myślałem. Ile to trwa?
- Według braci Weasley'ów przechodzi po około dwunastu godzinach.
- CO? - ryknął nagle Willis, podnosząc się niezdarnie do pozycji stojącej. Jego rybie oczy były wytrzeszczone, a w kącikach ust pojawiła się piana. - Ty śliski, śmierdzący, ślizgoński gadzie! - kropelki śliny poleciały w kierunku Snape'a, który przezornie odsunął się z zasięgu żabich łap. Kopyta zastukały po podłodze, gdy Willis, z rybim mordem w oczach, natarł na pośpiesznie wycofującego się Sergiuszka.
- Rozszarpię cię na strzępy, garbatonosa chimero! Tak ci obrobię buźkę, że nawet twój tatuś ujdzie przy tobie za Miss Świata! ROZUMIESZ, SNAPE?
- Taak, koński tyłku? To uważaj na resory, bo wpierw będziesz miał do czynienia ZE MNĄ!
Mark, który niespodziewanie zjawił się obok Sergiusza, celnie wymierzonym kopniakiem posłał maszkarę na ziemię. Willis zarył dziobem w dywan i zamarł, wpatrzony w Gryfonów.
- Jak ja mu... - wysyczał mściwie Mark, ale zamilkł, powstrzymany uniesioną ręką przyjaciela. Czarne, nieruchome oczy Snape'a zdawały się wywiercać dwie dziury w ślepiach Willisa, którego zapał bojowy jakby trochę oklapł. Czwórka Egzekutorów przyglądała się scence z wyraźnym rozbawieniem.
- No dobra - powiedział powoli Sergiuszek. - Jesteś straszny cham, Willis, ale położę to na karb twoich problemów z osobowością. Chyba tym razem dam ci to antidotum.
Sięgnął do lewej kieszeni i położył na żabiej łapie małą, białą kuleczkę. Willis zezował na nią przez chwilę nieprzyjaźnie, aż wreszcie chwycił ją w usta i połknął. Po chwili na purpurowym dywanie klęczał najzwyklejszy chłopiec.
- Nareszcie! - jęknął, przyciskając ręce do twarzy. Jego oczy zaszkliły się łzami, które z całych sił próbował ukryć. Gdy przekonał się, że rzecz jest z góry skazana na niepowodzenie, kilkoma susami dopadł swojego łóżka i skrył się za zasłoną.
- Nienawidzę cię, Snape! - warknął z ukrycia.
- Żałosne - stwierdził Sergiuszek z niesmakiem, jednak na tyle cicho, by Willis go nie słyszał.
- Niezłe przedstawienie - odezwał się czarniawy, uśmiechając się chytrze. - Masz tego może więcej?
- Jasne. To akurat była wersja zwierzęca. Inne są dużo gorsze.
- Naprawdę? - oczy lwa rozbłysły. - Jak tylko pomyślę, że pewnej osobie mógłby wyrosnąć kredens na głowie... Słuchaj, zróbmy tak. Ty nam podrzucisz parę tych cudeniek, a my nic nie widzieliśmy. W razie, gdyby twój kolega sypnął, będziemy cię kryć. Umowa stoi?
- Stoi. - Snape skinął głową.
- Dobra! Gdzie kolejna ofiara? Niejaki Chester Stunpike! - zawołał Egzekutor z listą.
- Tutaj. - Mark wskazał na kawałek wystającej spod łóżka stopy.
- Wyłaź, Stunpike i stawaj do testu! - zagrzmiał Egzekutor.
- A nie ma już tego stwora? - spod kapy wyłoniła się rozczochrana głowa Chestera i rozejrzała niespokojnie po pokoju.
- Spacyfikowany - potwierdził Sergiuszek.
- Uff! - sapnął Chester, gramoląc się na światło dzienne. - Jestem z wami, chłopaki! - zapewnił pośpiesznie.
- Jak rany! - wykrzyknął Sergiuszek, łapiąc się za głowę. - Czy ja jestem cholerna Wielka Inkwizycja?
- Nie, po prostu Snape - wymamrotał czarniawy, uśmiechając się tak jakoś fatalistycznie.

**

- "Żeby dowiedzieć się, jakie zadanie czeka cię w drugiej części testu, zastukaj różdżką w figurkę gryfa" - powtórzył po raz dziesiąty Mark, przyglądając się z namysłem swojej nagrodzie. - Normalnie się boję. Po tym, co spotkało mnie w pierwszej części...
- Najgorsza była nieożywiona chimera - przytaknął Sergiuszek. - Przysiągłbym, że miała odruchy wymiotne.
- Coś ty! To było najłatwiejsze, wystarczyło wyciągnąć figurkę z pyska. A ten facet był strasznie miły. Chciał mnie nawet poczęstować pierniczkiem.
- Ty nie musiałeś wkładać jej ręki aż do dwunastnicy.
- Najgorsze były robale. Kiedy zaczęły mi włazić na głowę, myślałem, że za chwilę zmienię się w takiego wielkiego robala. Jak w "Archiwum X". Pokryję się śluzem, potem wyrosną mi odnóża i chitynowy pancerz…
- Błe! - Chester wzdrygnął się.
Siedzieli we trójkę na łóżku Sergiusza, delektując się zwycięstwem i czekoladowymi żabami. Trafili do tej pory na dwóch Harrych Potterów, Dumbledore'a, Nimue, Alastora Moody'ego oraz Petera Claytona, którego jedyną zasługą dla ludzkości było wynalezienie zaklęcia piorącego i, przy okazji, Myślodsiewni. Każdy z chłopców trzymał w ręku figurkę gryfa, spoglądając na nią z obawą i zastanawiając się, co czeka go w najbliższej przyszłości. Pierwszym odważnym okazał się Mark.
- Dobra, ja to zrobię. Na trzy. Raz, dwa, trzy!
Różdżka stuknęła w porcelanę i w tym samym momencie figurka zaczęła się rozmywać i zmieniać kształt. Po chwili na kolanach Marka leżała sporych rozmiarów płaska paczka z doczepioną do niej karteczką.
- "Zawieś ją na szczycie Wieży Astronomicznej, na właściwym dla niej miejscu, ku chwale założycieli Hogwartu." - przeczytał Mark. Zaciekawiony, rozerwał paczkę. Wypłynął z niej na łóżko jedwab w pięknym kolorze ciemnej zieleni.
- Flaga Slytherinu? - zapytał Sergiuszek, nachylając się nad materiałem.
Tak, ale cóż to była za flaga! Centralne miejsce na zielonej płachcie materiału zajmowała srebrna patera, pełna zwiniętego w kłębek, wspaniałego, czarno-srebrnego boa. Żółte ślepia węża były martwe i makabrycznie wytrzeszczone, a w jego rozwartym pysku tkwiło rumiane jabłuszko. Ku górze sterczały, wbite w cielsko gada, nóż i widelec. Całość była otoczona stylizowanym napisem: "Nie łaskocz zdechłego węża".
-Ach! - westchnął wniebowzięty Mark, głaszcząc czule łeb gada. - Dzieło sztuki, miód i powidła!
- Pełna ekstaza - poparł go Sergiuszek, przyglądając się fladze z bardzo szerokim uśmiechem. - Delacroix i Picasso mogą się schować! Nie ma to jak dobra reklama hogwarckiej stołówki.
- I wyobraźcie sobie tylko, chłopaki, minę Ślizgonów, jak zobaczą TO powiewające na szczycie Wieży Astronomicznej w miejscu ich zwykłej flagi! Krzyki i zgrzytanie zębów! Może nawet urządzą strajk głodowy... Ale wtedy będzie już za późno, bo Dumbledore'owi za bardzo spodoba się nowy symbol Slytherinu.
- Taaa... - Sergiuszek uśmiechnął się tajemniczo. - Lećmy dalej, bo zaraz śniadanie. Chester?
- Fiolka z eliksirem. Tu pisze, żebym wlał to do puddingu. O rany, jak mam to zrobić?
- Banał. Trzeba tylko przysiąc skrzatom, że mieszanina nie wpłynie na smak potrawy. Dobra, kolej na mnie.
Sergiusz stuknął różdżką w figurkę. Oczom wszystkich ukazała się kolejna buteleczka z eliksirem, tym razem ciemnobrunatnym. Snape oderwał przyczepioną do szyjki karteczkę i przeskanował wzrokiem tekst. Poczuł, że robi mu się słabo.
- Do jasnej... To będzie masakra - wymamrotał, drapiąc się w nos. - Mam urządzić podczas obiadu żabi koncert z efektami specjalnymi. Czy wie ktoś może, jak się uczy śpiewać ryczące ropuchy?

**

Obiektywnie patrząc, Severus Snape był dzisiaj w wyjątkowo nieciekawym nastroju. Przez całą noc miał koszmary, połowicznie o Hermionie, zamykającej mu drzwi przed nosem (na dziesięć kłódek i pięć przekleństw), a połowicznie o zrzuceniu go ze szczytu Wieży Astronomicznej przez dwójkę upiornie uśmiechniętych Gryfonów.
Kiedy wreszcie się obudził, był tak roztrzęsiony, że podczas golenia trzy razy zaciął się brzytwą. Zapomniał umyć zębów (nie przerażała go już nawet wizja państwa Granger, szturmujących jego kominek i zaglądających mu przemocą do jamy ustnej przy użyciu całej masy miniaturowych narzędzi tortur). Nie uczesał się też, bo nie miał ku temu żadnej motywacji. W ostatecznym rozliczeniu przypominał wilkołaka tuż po pełni. Czarne strąki zwisały bezpłciowo wokół bladej i niewyspanej twarzy; jeden policzek był zarośnięty, drugi nie, ale za to wyglądał jak przeorany pazurami wściekłej bestii. Dodać do tego należało szyderczy grymas i otrzymywało się mieszankę zdolną wpędzić w pięty serce każdego Gryfona.
Severus rozważał nawet przez chwilę pomysł, by zabarykadować się na cały dzień w swoim apartamencie. Doszedł jednak do wniosku, że Gryfoni uznaliby to za przejaw tchórzostwa. A żaden Snape w historii nie był tchórzem. Wobec tego, narzuciwszy na siebie standardową szatę "pierwszego nietoperza Hogwartu", ruszył straszyć na korytarzach. Jego nastrój pogorszył jeszcze dodatkowo Filch, którego Severus zastał na zabijaniu drzwi swego gabinetu dębowymi dechami. Kiedy woźny zobaczył Mistrza Eliksirów, zaprzestał na chwilę systematycznego walenia młotkiem w drewno.
- Dzień dobły, panie płofesorze - wymamrotał przez sterczące mu z ust gwoździe. Snape przepłynął obok niego bez słowa, uśmiechając się jedynie z politowaniem. Tak jakby miało to powstrzymać jego syna...
Tuż przed nim do Wielkiej Sali wchodziła parka Puchonów. Oboje spojrzeli niespokojnie na framugę, zanim odważyli się przekroczyć próg.
Idioci, pomyślał Severus, krocząc pewnie w kierunku stołu profesorskiego. Jeszcze za wcześnie. Piekło rozpęta się dopiero przed obiadem.
- Ach, Severus! - zamruczała Minerwa, gdy tylko zdążył opaść na stołek. Dziś miała na sobie szatę w kolorze płomiennoczerwonym, a jej misterny kok podtrzymywały spinki w kształcie gryfów. - Popatrz na moje kociaki! Duma Gryffindoru! Piękny dzień się dziś zapowiada, nieprawdaż?
Snape obrzucił lwią zbieraninę nienawistnym spojrzeniem. Syn marnotrawny opowiadał o czymś Weasley'owi, mając przy tym tak konspiracyjną minę, że Severusowi mimowolnie przeszły po grzbiecie ciarki.
Wiedziałem, że ten Gryffindor go zdemoralizuje, pomyślał Mistrz Eliksirów.
- Wydaje się, że żaden psubrat nie odpadł w jedynce - wycedził Severus, odwracając wzrok z obrzydzeniem. - Cóż, dwójka jest ZNACZNIE cięższa...
- Szczególnie kiedy korytarze Hogwartu zabrzmią odgłosami polowania. Oho, to Mistrz Łowów Snape, wraz ze swym dzielnym psem Filchem i jednookim następcą pani Norris w odwodzie, wybierają się na Gryfonów! Drżyjcie kociaki, bo pardonu nie będzie, a wasze ogony ozdobią ścianę gabinetu profesora! Za pomyślne łowy! - Tu Hooch uniosła kielich do toastu. Większość kadry, ku irytacji Severusa, powtórzyła ten gest.
Snape nie raczył odpowiedzieć. Wśród nauczycieli była niepisana umowa, by nie przeszkadzać pierwszakom w wypełnianiu ich misji. Umowa jednak, przynajmniej według Mistrza Eliksirów, nie obejmowała ani jego, ani woźnego Hogwartu. Polowanie na kociaki było ich ulubioną rozrywką pierwszej soboty roku szkolnego. Nawet teraz, mimo ogólnej niechęci do zamku, nauczycieli, dyrektora, jedzenia, żony, seksu wraz z efektami, rodziny i świata jako takiego, Severus zaczynał czuć buzującą w żyłach adrenalinę. Pokaże tym smarkaczom, co to znaczy strach przed Snape'em! W dodatku w tym roku miał przynajmniej jednego godnego przeciwnika. A kiedy już złapie Sergiusza na gorącym uczynku, to udowodni mu, że zaiste źle zrobił, trafiając do Gryffindoru.
- Severus, przecież mówiłem, żebyś nie łaził w nocy po cmentarzach! - zapiszczał Flitwick, wyrywając Mistrza Eliksirów z krainy marzeń. - Znowu cię jakiś pijany ghul drapnął, prawda?
- Zamknij się, Flitwick, dobrze? - poprosił Snape.

**

- ...i dopóty nie ustawać w staraniach, dopóki misja nie zostanie zakończona sukcesem lub Snape mnie nie złapie. Tak mi dopomóż Godryk Gryffindor i Wielki Lew.
Sergiuszek opuścił dłoń i odszedł na bok, by ustąpić miejsca kolejnemu kandydatowi. Tuż przy kominku stał Mark, który w miarę upływu czasu był w coraz lepszym humorze. Otaczała go grupka ciekawskich Gryfonów, wciąż usiłujących wydobyć z niego szczegóły ślizgońskiej niespodzianki. Ale Mark milczał jak zaklęty, tylko promieniał jeszcze bardziej.
- Dobrze ci idzie, stary? - zapytał Sergiuszek, odbierając od przyjaciela ciężki wolumin w atramentowoczarnej okładce i sadowiąc się na jednym z foteli.
- Doskonale! - zapewnił go Mark z miną zdobywcy Ameryki. - Możesz być pewien, że po obiedzie cała szkoła wylegnie na błonia!
- A ty co, mały? Jaką to Snape'o-gryfońską mieszankę dla nas pichcisz? - zapytał znajomy piątoklasista, który nadal nosił na szyi swój szalik w lewki i wężyki.
- Śpiewającą, Zig. Śpiewającą - wymruczał Sergiuszek. Gryfon uniósł brwi w niemym geście zapytania, ale nos młodego Snape'a był już wycelowany w tekst. Tytuł dzieła brzmiał: "Magiczne instrumenty muzyczne i jak ich używać, by nie odgryzły ci głowy". Książka, prócz dokładnych instrukcji obsługi rozmaitego ustrojstwa, miała jeszcze jedną olbrzymią zaletę: jej czytelnik mógł poczuć się szczęściarzem, jeśli słoń nadepnął mu na ucho.
- No, dzielne kociaki! Czas ruszać! Przedpołudnie należy do was! - zakrzyknął czarniawy, czyli Główny Egzekutor. Snape wcisnął książkę do torby, machnął Markowi ręką na pożegnanie i wraz z tłumkiem pierwszaków ruszył w stronę wyjścia.
- Trema, Potter? - zadrwił na widok niepewnej minki starszej córki Harry'ego. Dziewczynka potrząsnęła głową.
- Dziś o północy. Pamiętam - rzuciła bez związku i pobiegła korytarzem. Sergiuszek wzruszył ramionami: osoby, która myśli jak Luna Potter, nie da się zrozumieć.
Jeśli ryczące ropuchy znajdowały się gdziekolwiek w okolicy zamku, to tym miejscem musiała być stajnia Hagrida. Półolbrzym trzymał tam nie tylko te zwierzęta, których, wedle nazwy obiektu, należało się spodziewać. Większość z nich była mu potrzebna do lekcji ONMS, przeznaczeniem niektórych było trafić na stół pracowni Eliksirów, zaś kilka gatunków dało się, bardzo oględnie, określić "projektem naukowym Hagrida". Sergiuszek więc bez wahania udał się w dół, w kierunku głównego wejścia. Ale już na schodach zatrzymał się gwałtownie: tuż przy żelaznych wrotach leżał średniej wielkości czarny mop. Z głębin mopa łypało na świat jedno, wielkie, żółte i złośliwe oko. Brak drugiego przesłaniała zawadiacka przepaska w kolorze trawiastozielonym. Etatowy kot Hogwartu i dumny następca pani Norris, pan Berry, ziewnął lekko.
Młody Snape nie zamierzał dać się zwieść temu pozornemu rozleniwieniu. Spojrzenie żółtego oka w sposób niepojęty i zapewnie magiczny sprawiało, że niecałą chwilę później biedna ofiara czuła już gorący oddech Filcha na karku. Sergiusz odwrócił się na pięcie z myślą o skorzystaniu z tajnego przejścia pod Bijącą Wierzbą i niemal wpadł na profesorkę zielarstwa.
- Panie Snape? - Kobieta popatrzyła na niego tak jakoś czule i Sergiuszowi nagle zrobiło się gorąco. - Czy w czymś mogę pomóc?
Pokiwał energicznie głową.
- Chcę wyjść na zewnątrz, ale ten kocur tam siedzi - wytłumaczył. - Boję się, bo pewnie zawoła Filcha, który zakuje mnie w kajdany i wrzuci do lochów na tygodniowe potępienie.
- Nic prostszego! - Sprout uśmiechnęła się promiennie i wyciągnęła zza paska pęk kluczy. Sergiuszek nie wiedział dlaczego, ale spoglądała przy tym znacząco w kierunku lochów. - Obok moich drzwi są drugie, prowadzące do wnętrza szklarni nr 3. Otworzysz je tym kluczykiem. Ten złoty obok jest natomiast do szklarni. I voila, już jesteś na zewnątrz!
Sergiuszek niemal nie udławił się własnym zdumieniem. Egzekutor podkreślił, że oprócz dwóch znanych łowców kociaków, ojca i Filcha, ciało pedagogiczne przymykało oko na wyczyny młodych Gryfonów. Ale żeby tak od razu pomagać?
No cóż, darowanemu testralowi w zęby się nie zagląda. Sergiuszek wymamrotał podziękowanie, chwycił klucze i pobiegł w dół. Kiedy skręcał w korytarz wiodący do Hufflepuffa, pan Berry uniósł włochaty łeb i zasyczał grobowo. Snape wyszczerzył zęby, znikając za rogiem. Tu nie znajdzie go nawet Filch.
Powietrze w szklarni było parne i aż ociekało zabójczą zielenią. Pod ścianami spały beztrosko krwiożercze pnącza, młode mandragory popiskiwały cichutko. Jakiś kwiat spożywał właśnie swoją kolację, jeśli sądzić po dobywających się z kielicha beknięciach. Sergiuszek, wstrzymując oddech, na paluszkach przedreptał przez szklarnię. Coś brunatnego obejrzało się za nim, ale na szczęście nie wszczęło alarmu. Gdy zamknął za sobą drzwi, odetchnął z ulgą.
Rzucił się biegiem przez błonia, o tej porze roku jeszcze pokryte soczystą trawą, choć delikatne pędy smoc
  Cd Dalszy 2
Teraz jest wszystko uporządkowane ale gier w ciągu miesiaca lub 2 razy w miesiacu moze przybywac

Legenda: PWG – Pełna Wersja Gry
D – Demo
SH – Shareware
WE – Wygaszacz Ekranu
PW – Pełna Wersja
PWP – Pełna Wersja Programu
MG - Minigra

PWG: Ghost Master
D: Harry Potter i Czara Ognia
WE: Colin McRae Rally 2005
Zwiastun: Crazy Frog Racer
Patche: Dzieci Egiptu, Syberia
Poradniki: Billy Blade, Myst V: End of Ages

PWG: Gwiezdny Mściciel
D: Toca Race Driver 3
Tapety: Dreamfall: The Longest Journey, Ski Racing 2006, Syberia 2
Zwiastun: Heroes of Might & Magic V

PWG: Podróż do Wnętrza Ziemi
Tapety: Star Wars: Empire at War, Podróż do Wnętrza Ziemi
Poradnik: Baśń o Dziadku Mrozie, Iwanie i Nastce
Zwiastun Gry: Dreamfall: The Longest Journey

PWG: Stunt GP + instrukcja
D: Trzej Muszkieterowie
D: Keepsake
Łatka: The Movies PL v1.1
Instrukcja: Podróż do Wnętrza Ziemi

PWG: Tangoo Ulashong + instrucja
SH: Bugatron, Digi Pool, Gold Miner Joe
D: Woody Woodpecker: Escape From Buzz Buzzard Park, Worms World Party

PWG: Odjazdowy Rajd
D: Moto GP2, World Racing, Colin McRae Rally 2 + patch, Ford Racing 2

PWG: Wilk I Zając!
D: World Racing 2, Mad Tracks, Ankh, Król Maciuś Pierwszy – Wesołe Miasteczko
Poradniki: CyberMycha i więźniowie Drappa część 2, Mashed
Łatki: Civilization IV, Need for Speed Most Wanted, Age of Empires III PL

PWG: Zoo Tycoon

PWG: 7 Sins Gra grzechu warta

PWG: Mój Brat Niedźwiedź

PWG: Grand Prix evolution
D: Praetorians, Rayman 3, Restaurant Empire, TOCA Race Driver, Toon Quad
SH: Bumper Arena, DX Lines, Frozzic’s Revenge, Light & Shadow
Film: FIM Speedway Grand Prix

PWG: Comar Barbarian
D: Sea Wolves

PWG: CyberMycha i znikające króliki część 2
D: Rally Championship Extreme, Hopkins FBI, Tymoteusz, Spiderman,
Rozwiązania: Hopkins FBI, Prince of Persia 1,2

Płatnik

Programy

Instalacje

Pełne Wersje Programów: Real-Draw 1.5, Gimp 1.2, QuickSync, Przelewy 2.1, InstallWizard SE, IOmega Backup, TurboBrowserExpress 2, IntelliCAD 2000 Standard

Sprawdziany Szóstoklasisty 2006

Vibration Driver

PW: ArcaVir 2005, Zoner Photo Studio 8 Home, Ashampoo Burning Studio 5, TweakMASTER PRO 1.71, Personal Diary 1.0
Grafika: ACDSee Photo Manager 8.0, PhotoFiltre 6.2.1., FotoOffice3, Adobe Phtoshop Album SE 3.0, FastStone Image Viewer 2.3, Fresh View 6.00, StudioLine PhotoClassic 3. Corel Photo Album6.
Internet: Eudora 7.0.1, Mozilla Thunderbid 1.0.7, Courler Emall 3.5, PageBreeze Free HTML Editor 3.0d, Skype 2.0.0.69, The Bat! 3.71, ZoneAlarm 6.1, Pegasus Mall 4.31
Multimedia: Ffdshow, CyberLink MagicDirector 1.0, DivX 6.1, Lame MP3 3.96m Mp3 Knife 3, Real Player 10, VirtualDub 1.6.9, DVD Shrink 3.2, QuickTime, Avi2Dvd 0.4.3, CovertXtoDVD 2.01.101, Subtitle Workshop 2.51, Subtitler 2.4
Użytkowe: SpeedFan 4.28, CDBurnerXP Pro 3, ATITool, Adobe Reader 7.0.5PL

Płatnik 2001

PWG: Silent Hunter Commandr;s Edition

EJay

ProSound

Słownik Obrazkowy Języka Angielskiego

Tropikalnie Ryby Akwariowe

PWG: Age of Empires

PWG: Virtua Fighter PC
PWG Skoki Narciarskie 2004

PWG: Fifa 2001
PWG: Fifa 2002

PWG: Chasm: the Rift

Lulu i jej KSIĄŻKA
PWG: Kajko i Kokosz

Encyklopedia PWN1,2,3,4

PWG: Heroes of Might and Magic IV

PWG: Wizard & Warriors, Crazy Taxi, Virtua Cop 2, Deus EX: Invisible War Armed & Dangerous

PWG: VIVA

PWG: V-Rally
D: Desperados Wanted Dead lub Alive, Kohan Immortal Sovereings, Operation Flashpoint, Catan: Pierwsza Wyspa PL
MG: Adventure Pinball, Forgotten Island, Hostile Waters
D: Boorps Balls, Down Stone, F/A-18 Korea Gold, Galctic Patrol, Bilbert Goodmate, Kikujiro, Passage 3 PL, Super Methane Brothers, Warkanoid II WildLife, Wraiths

PWG: Tygrysek i uczta puchatka

Informatyka 2000 dla szkoły podstawoej

Programy multimedialne – kodeki

D: Zoo Tycoon
PWG: Kingpin
D: NHL 2002, Fifa 2002, Wizardy 8, Empire Earth

Słownik polsko-angielski, angielsko-polski

PWG: Colin McRae Rally 2

Encyklopedia Przyrody
Encyklopedia Człowieka
Encyklopedia Ptaków

PWG: Kurka Wodna 3 Popłoch w Kurniku

Samochodowy Atlas Polski

Jak to działa?
Fogra 98

PWG: Beach volleyball
D: Rayman3: Hoodlum Havoc, Syberia, Wirtualne Studio Wizażu, Bomber Fun
Rozwiązania: Syberia

PWG: Crazy Mini Golf
D: Kurka Wodna 2, Fifa 2003, Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia, Nascar Thunder 2003, Puzzle Ring, Fatman Adventures, Brick Shooter, Total Immersion Racing
Dodatki: Film: Hugo i Czarodziejskie Zwierciadło, The Sims Program do Trików
Rozwiązania: Flojd, Modi i Nanna

PWG: Brave Dwarves 2
D: Spider-Man: The Movie, Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia
Dodatki: 101 Dalmatyńczyków, Asterix, Lilo & Stich, Potwory i Spółka, Hugo, Kubuś Puchatek, Harry Potter i Komnata Tajemnic, Planeta Skarbów, Piotruś Pan i Wielki Powrót

PWG: Sammy
D: Atomaders, Mutant Storm, Reksio i Ufo
Filmy: Downton Run, X-Men 2, Wolverines Revenge
WE: Rayman 3: Hoodlum Havoc,
Tapety: X-Men 2: Wolverines Revenge

PWG: Bionicle

PWG: Colin McRae Rally 3

PWG: Solider of Fortunr

PWG: Tiny Trails
D: Ballines, Big Scale Racing, NBA Live 2003, Reksio i Skarb Piratów, Zapper
Rozwiązanie: Airline Tycoon

PWG: Max i Duch Zamku
D: Empire Earth, 3D Gamemaker, Wehikuł Czasu, Airline Tycoon, Rails Across America,
Rozwiązania: Atlantis 2, Hokus Pokus Różowa Pantera

Atlas Polski Turystyczno Krajoznawczy

D: Ballerburg, Empire Earth, FreeStrike, Heli Heroes, NHL 2002, NY Race, Wizardy 8, Rally Trophy, Ricochet, Rivai Chess
Bonusy: Świąteczne Pulpity, Gry Świąteczne, Kursory Świąteczne, Świąteczne Screen Savery

Trailery: Alias, Colin McRae Rally 4, Hitman 3
D: Armed & Dangerous, BS Hacker Reply, Crimsonland +, Deus EX: IW
Użytki: Kerion Personal Firewall 4.0.10, WinAmp 5.01
Bonusy: Action Mag, Adventure Zone, Bonus1,2, Emu Kouncik, Esensja, FAQ, FPPMegaZin, Komiks Zone, MP3 Zone, RTS Area, Speedzone, Sport Centerm Strefa WWW, Tawerna RPG, W&W instrukcja PL

D: SimCity 3000

PWG: Chatka Małolatka
D: Need For Speed: Hot Pursuit 2, Brave Dwarvers, MotoCross, Stunt Racer, Auryn Quest, Dirt Track Racing,
Film: Rayman 3
Rozwiązanie: Sheep Dog ‘n’ Wolf

PWG; Autobhan Racer
D: Batman Vengeance, Championship Surfer, Cultues 2: The Gates of AsGard, Super Bubble Pop Xtreme, Pickman 3D, Vortiball, Triangle Trifle
Filmy: Race Driver Series, Xpand Rally,
Patch: Powrót bombera,
Rozwiązanie: SimCity 3000

PWG: Max i Maria na Zakupach
D: Spider Man – Movie, Roland Garros 2002, Pet Soccer, Moto GP, Lucky Luck Western Fever
Rozwiązanie: Agent Gliniarz

PWG – LOGOS
D: Colobot PL, Comar Barbarian, Tiger Woods, PGA Tour 2002, Sno-Cross Extreme, Cricket 2002,
Rozwiązania: Age of Empires II, Septerra-Core

D: Evil Twin: Cyprien’s Chronicles, Fifa 2002, Ominous Horizons, Rogue Spear: Black Thorn, Serach and Rescue 3, Tennis Master Series, Tetris 4000 v2.0, The Restaurante, The War Engine. Zoo Tycoon,
Programy: Windows Media Player 7, Audio CD MP3 Studio 2000, Win Optimizer 99 DELUXE, Win Optimizer 2000,
Bonusy: Bonus1,2 Immemorial, Grunge Zone, Konkurs Pascala, Esensja, Speed Zone, Strefa WWW, Sport Center, FAQ, Kingpin Patch v1.21, Pomocna Dłoń, Action Mag,Tomb Raider Mag

PWG: Swedish Touring Car Championship
D: Adventure Pinball, Star Wars Episode 1: Battle for Naboo, Kohan: Immortal Sovereigns, The Settlers IV, Offroad

PWG: Need for Eat!
D: FIM Speedway Grand Prix, Demonic Speedway, Ralli Sport Challenge, English +
Rozwiązania: Scooby Dooo i Strachy na Lachy, Harry Potter i Komnata Tajemnic

PWG: Królewna Śnieżka i Siedmiu Jaśków
D: Tony Hawk Pro Skater’s 2, F1 2002, Hoverace, Michael Schumacher, Racing World Kart 2002, Buzzing Cars,
Rozwiązania: Sabrina – nastoletnia Czarownica

PWG – Kangurek Kao
D: Dungeon Siege, Jedi Knight II: Jedi Outcast, Sudden Strike II, Tony Hawk’s Pro Skater’s, Cultures
Test na prawo jazdy

PWG: Mad Plumber
D: Fifa 2002, Virtua Tennis, Żabi Król, Wiggles, Boberic, Fairyland, Millennium Digger
Rozwiązania: Flojd, Pokemon Play It

PWG: Super 1 Karting

PWG: Supercross Kings
D:Nascar Racing 2003 Season, Tropico 2: Zatoka Piratów, Anno 1503, World of Outlaws: Sprint Cars, Aqua Digger 3D, Jurassic Park: Operation Genesis, Amazing Tetris, Magic Ball
Rozwiązania: Robin Hood: Legenda Sherwood

PWG: Crazy Clown Escape from the Circus
D: Oskar nurkuje w jeziorze, Solaris 104, Nascar 2002, Space Haste 2001, Pet Racer, Robbo Millenium
Rozwiązania: Harry Potter i Kamień Filozoficzny, Rycerze Króla Artura

PWG: Powrót Bombera
D: Magic Sokoban, Big Scale Racing, The Worlds of Billy 2
Dodatki: The Sims zestaw tapet i podłóg

D: Astro, Battle of Britain, Explomaen, Heist, Kawasaki Jet Ski Racing, Micro-Fight, Moonshine Runners, RC Simulator, State of War, Stunt GP, The Corporate Machine, The Watchmaker, Three Kingdoms – Fate of the Dragon, Tiger Woods PGA Tour 2001, Virtual Pool 3
Programy: WinAmp 2.71, WinZip 8.0, DirectX 8.0
Dodatki: HITMAN service pack 1, NOLF Tools 001
Mody: Counter Strike v.1.0 Full, Front Line Force 1.1 Full

D: Age of Empires Złota Edycja, Age of Wonders Antologia, Blitzkrieg Antologia, Blitzkrieg 2, Civilization III Złota Edycja, Codename: Panzers Złota Edycja, Commandos Antologia, Hearts of Iron II Złota Edycja, Imperial Glory, Kozacy Antologia, Kozacy II: Wojny napoleońskie, Port Royale Złota Edycja, Railroad Tycoon Antologia, Sid Meier's Railoards!, Tropico Antologia, Twierdza Deluxe

PWG:Holiday World
Instrukcja: Holiday World, Mad Trucks
Tapety: Spider-Man 3, Beauty Factory, Silent Hunter 4, StarCratft 2
Poradnik: Mad Tracks
Zwiastuny: Need for Speed Pro Street, Beauty Factory

PWG:Mad Tracks
D:Tomb Raider, Beauty Factory
Zwiastuny: Transformers, Shrek Trzeci
Użytki: QuickTime. AdobeReader
 



test kompetencyjny dla szóstoklasistów
test próbny szóstoklasisty
Test sprawdzający dla szóstoklasistów
test szostoklasistow 2005
test szostoklasisty 04
test szostoklasisty 2006
Test szóstoklasisty 2007
test kompetencji i
test na koniec
testament j p ii
Test CB Radio
test z matematyki
Test z języka angielskiego
tester kabli sieciowych i telefonicznych
TEST NOKIA N70
  • mszana dolna noclegi
  • niedzialajace header
  • konta bankowe przez internet
  • dieta dla kulturysty doc
  • zyczenia dla dziadka
  • nowy ot konkurs
  • greeneville high school tennessee
  • piekne mokra
  • odchylenie standardowe excel