Oglądasz wiadomości znalezione dla zapytania: terry testosteron terry testosteron
Wiadomość
  Filmy
obejrzalem "myszy i ludzie" i...
jestem dosc pozytywnie zaskoczony.. jedyny w karierze rezyserskiej film garego sinese'a (porucznik Dan z Forresta Gumpa) okazuje sie calkiem dobrym obrazem. spojnym i przy tym nienachalnym. do tego pierwszorzedne aktorstwo (trudno wyroznic kogokolwiek, malkovich bezbledny, sinese b.dobry, no i serialowe gwiazdki: John Terry i Sherilyn Fenn). idylliczne zdjecia amerykanskiej wsi w polaczeniu z tetniaca testosteronem ekipa tworza takie specyficzne, fajne napiecie. jestem na tak.
 
  Terier , nie terier???
Szkoty Terra Alite = tolerancja dla obcych osobników tej samej rasy na swoim terenie, aczkolwiek Macho (mój Macho!) wystartował z nadmiarem dominacji do Zipka.Reszta go poprostu potraktowała jak jednego ze stada. Problemy miałam tylko z jednym szkotem i tylko w czasie cieczek u moich suk. Andzia nie toleruje małych dzieci , co tez nie jest bez powodu, ale o tym już gdzieś tutaj pisałam. Jedno jest pewne, szkot w nieodpowiednich rękach = tragedia, a juz napewno kłopoty. Uwazam,że wszystko jest kwestią ułozenia psa oraz poznania jego psychiki i świadomości jego temperamentu. U mnie najbardziej temperamentnym psem jest Macho, nie toleruje obcych samców poza tymi z którymi mieszka, na wystawach ciągle powtarzam "nie wolno" i najczęściej to skutkuje, niestety czasami konkurencja w ringu wykorzystuje jego nadmiar testosteronu ,wkładając nos swojego psa w jego odbyt, a to nawet najspokojniejszemu psu nie przypadnie do gustu. Szkoty nie są z gruntu złe, poprostu są jak ludzie i potrzebuja konsekwentnego wychowania.
  Co ostatnio obejrzałeś
W ciagu 4 ostatnich dni obejrzalem sobie 4 filmy po dosyc dlugiej przerwie... a więc zaczęło się od:

Testosteron



Polska 2007
Komedia
reżyseria Andrzej Saramonowicz, Tomasz Konecki
scenariusz Andrzej Saramonowicz

Film juz chyba znany wiekszosci forumowiczów. Na mnie ta produkcja wiekszego wrażenia nie zrobiła, chociaż pomysł bardzo ciekawy i jakże prawdziwy heh, troche smiesznych sytuacji i dialogów. Mozna sie posmiac w paru momentach, mimo wszystko po tych hucznych zapowiedziach spodziewałem sie troszke smieszniejszej komedii. Jak dla mnie 6,5/10

Kolejny dzień kolejny film, tym razem padło na produkcje zza wielkie wody:

Deja Vu

USA 2006
Thriller, Sci-Fi
reżyseria Tony Scott
scenariusz Terry Rossio, Bill Marsilii



Film ktory rownie ciekawie zapowiadal sie w zwiastunach jakie prezentowała nam nasza rodzima TV. Film nienajgorszy, jednak troche nie trafil w moje gusta. Zapowiadal sie ciekawie w pierwszych minutach do momentu "wprowadzenia fantastycznych elementów". 6/10

Następny film to:

Superman: Powrót



Australia, USA 2006
gatunek: Akcja, Sci-Fi
reżyseria Bryan Singer
scenariusz Michael Dougherty, Dan Harris

Najnowsze dotychczas filmowe przedstawienie komiksowego bohatera Supermana. Oczywiscie pierwowzorowi z '78 nie dorasta do piet. Dzielo Singera jest conajwyzej srednie, a postac Supermana zagrana przez Brandona Routha wychodzi troche pizdowato dalikatnie mowiac , jakis lalusiowaty ten super bohater. 5,5/10

Dzisiaj skusiłem sie na polską produkcje:

Hi Way



Polska 2006
Komedia
reżyseria Jacek Borusiński
scenariusz Jacek Borusiński

Pelnometrazowy film kabaretu Mumio, nalezy do specyficznych komedii, dla ludzi takze o specyficznym poczuciu humoru. Mnie film szczerze mowiac wynudzil, ale tak naprawde do konca go nie rozgryzlem, moze jeszcze kiedys go obejrze i zmienie moja ocene, ale napewno nie predko Póki co 4/10
  COVwkuzWnP
As you sow, so shall you reap , http://www.usinadearte.com.br/pj_newsletter/arquivos/_images/disp__albumm.html aquarius leo relationships, 94826, http://www.maqcenter.es/web2004_anterior/videos/ficha_g30.html neighbours gene naked, > D, http://villamont-mediterranee.com/phpMyAdmin-2.10.1-all-languages/scripts/t_eme1.html heat strip limit, 8485, http://armhunter.com/store/html/_img/photo_.html dorn picrures, 9593, http://cometofly.de/löschen wen es funkt installation/includes/7gpl.html recipes date sugar, , http://landoor.ru/steel/dumpe_r.html target 1 00 off gerber baby food, 516172, http://kalymnos-holidays.gr/places/index0.html http://kalymnos-holidays.gr/places/index0.html, dykt, http://www.ultimaging.com/exh/index.html mountain view cur kennel, ezcax, http://zahnarzt-dr-johanning.de/rita-kunz-ursula-hel_weg.html testosterone in sperm, %-P, http://smartp.ch/4736/in_dexl.html recipe for whole foods market cheesecake, aim, http://pagaz.lh.pl/templates_c/%_%E0^E09^E09CBBC2%%siteo.html terri hendrix dorn, :-OOO, http://kreativolution.de/der-Schwinger/inde_y.html portable tecumseh generators, rmf, http://caseyjenks.com/frazier/tumblr/_img/gallery5.html chocolate mousse frosting recipe, 464, http://imprentamaiona.es/donde/7ser_igr_afía.html juise jones, =-DDD, http://www.majkluvsvet.wz.cz/kniha8_.html piii massage palors, %DDD, http://cestdubo.nl/sponsoren/Ropex/_image/100_3028 (Sma_ll)_jpg.html erin tribbie, onhd, http://www.groupesoficom.com/ressources/succrsalesy.html bigio phillips, 4358, http://www.mattclaridge.com/othersites/thanks5.html cooking carrotts with champagne, ), http://www.ranfast.com/payment/cc_ewayweb.php roma downey nude, swrhyc, http://cartorio-filipafalcao.org/e-cartorio/lib/_navigation.html jobs in burlington vermont, 2516, http://gladiators-uhcm.ch/cms/scree_.html food dishes with d names, pjdlt, http://kalymnos-holidays.gr/scooterfun/en/_img/4772_.html wrinkle causing food, isjnrf, http://www.agencijakravos.com/vesna/_img/vsi_za_sto_pniki.html poolboy piii video, 1619, http://bestya.altervista.org/zenphoto/albums/my-mini-i-pod/images/arch_ve.html http://bestya.altervista.org/zenphoto/albums/my-mini-i-pod/images/arch_ve.html, %-(, http://www.manosrosarinas.com.ar/_sendForm_.html lauren hays celebrity piii, 8-((, http://www.lovsmoda.ro/site/templates_c/0%%14^144^14437505%%frame_menu.html teoryang big bang, bjwtu, http://gsm-parts.pl/html/html/i_dex.html universal clima air conditioners, ydepzu, http://microscienceperu.com/saip/sistema/index-msn.html arabian studs, :-[,
 
  Wywiad(y) z Terrym
zaczerpniete z http://www.misrule.com.au/pratchett.html

Interview with Terry Pratchett by Judith Ridge
The full transcript of this interview is published here for the first time. I used sections of the interview for a "Meet the Author" feature of The School Magazine, where I worked at the time of this interview (1994) and where, as it happens, I am now working again!

Given the success the Discworld books have had with younger readers, in my experience, particularly boys around 12, 13 years old, I wonder why you chose to write specifically for children, given that they were already reading your work.

The Discworld series was never intended for children, and I have to say that you perceive them to be very popular with young boys. That is a trick of the light rather than the actual demographics of the readership. I know from the fanmail I get that an awful lot of my readers are the mothers of those young boys, and we find this at all the signings; the whole family comes and very often it’s because mum got interested because the kids were reading them. My wife actually analyses our fan mail. Now, obviously it’s limited to letters, so you can’t say exactly what readership survey it is, because it’s limited to those people who are actually going to write to you, but more than half of them are from females. Somewhere between 30 and 50% of them are from, to use that lovely phrase, "women of a certain age". I think that basically, firstly, mum keeps quiet in public, if she reads Discworld books, and 13 year old boys, if they like something, tend to be noisy about it, so they kind of show up. Same if you go to signings; a signing in the middle of the day is basically gonna have those people who can actually afford to stand in a line for a couple of hours in the middle of the day, and if there’s a university in the town, the creaking of the leather jackets will sound like a tea clipper going around Cape Horn. But I did a thing last night at the Mary Ryan bookshop in Paddington in Brisbane, and it was a family thing. There were lots of adults and there were lots of kids and there were lots of people there as families.

Yes, my boss reads the Discworld books with his 12 year old son.

So that’s point one. The children’s books, of which I suppose I’ve now written six, in a sense, I have to say, that they became children’s books purely because of the way books are currently marketed. In the case of the Truckers trilogy, it’s as if Gulliver’s Travels had never existed. If you’re going to write a series about humanoids six inches high, then "he’s-a going to be a children’s book" or at least it’s going to be slipped on to the market disguised as a children’s book, because the way books are currently marketed and sold, you don’t really stand a chance of doing it any other way.

So you didn’t write the Truckers trilogy specifically with children in mind.

I did, but it’s very hard to say... I knew that I could deal with quite big, important things, and that meant it was going to be a book for children. Because if was a book for adults, you deal with things like the problems of going through the male menopause while being a university lecture who’s been passed over for promotion. But for kids you can actually deal with big sky topics, and do the big brush. Curiously enough, it’s much easier to do that for kids, because they’ll cut right through the crap to the important stuff. So I knew it was going to be a book for children, but I, I though it would be... this is all post facto reasoning, I mean, I don’t actually think consciously like this when I’m doing it. But afterwards I can that what I’ve actually written was an onion skin book, so that you could go back to it a little later on, maybe, and see whole aspects to it. I mean, doubtless this would be purely of interest to you, and I doubt it would be of interest readers, it’s clear for example, in the Truckers trilogy, you have Gurder, who actually believes, but secretly suspects that what he believes isn’t actually truth. And you have Angalo, who’s the nearest thing they’ve actually got to a free-thinking atheist, and yet it’s very clear that all he’s done is found science, and his belief in science is quite as irrational as Gurder’s belief in "Prices Slashed". I did the quotes from his book, I forget what it’s called now, The Young Nomes Encyclopaedia of Science; it’s full of things like "we do not know why this happens, but because of science we will". "Planes stay up in the sky because of science". They have no real idea what it is, and while kids can enjoy the joke with this, when you’re a little older, you can see some of the mechanisms that are taking place. So those three books and the two Johnny Maxwell books, yes, I kind of had children in my sights, but I think what I really had in my sights was more a type of mind-set, which maybe is more common among kids, but is also to be found among fortunate adults.

Well, you’ve actually brought me really neatly and nicely to my next question.

I do, I give you quotes!

There is an assumption by a lot of people who aren’t terribly involved in children’s books that there must be enormous restrictions on writing for children in terms of content and form, but in fact a lot of children’s authors I’ve read about or discussed this with...

There are thoroughly "politically correct" restrictions. God knows how you get around this...

You’ve been working on it!

B ut I’ve had a long argument — discussion — with my editor who was aghast, not aghast, because she’s far too intelligent for that, but she was perturbed by the use of the word "nigger" even though it was in a context to make it clear why this was such an offensive word. It was almost like magic. The mere putting down of the word regardless of any of the context surrounding it was a bad thing, and Philippa Dickinson, who is my editor, is very very bright and very on the ball in this sort of thing. But this was OK, because I then could use it as a bargaining counter to get some other things that I wanted past!

Well, the same could be said about when Johnny (Only You Can Save Mankind) says the business about girls not being able to play computer games, and girls don’t have the part of the brain that allows you to play computer games, and we had this session at school when they told us to be nice to the girls at school about the things that they can’t do...

"If you pretend they can, they might". Yes... what was the point you were going to make about that?

Putting that in could have the same effect as putting the word "nigger" in, that it could be offensive if you read it just...

But the thing is, I can’t really be responsible for what people think if they read part of a book, and this is very clear in Truckers; the Stationeri, and it’s also clear that Grimma is really the motor who holds the whole thing together. She plods Masklin along, she can read faster, she’s brighter than most of the others. I don’t really have to point up the moral. And also in Only You can Save Mankind it’s very clear, I mean, it’s abundantly clear to Johnny that Kirsty is cleverer, luckier, in practically every respect except one, she’s superior. But frankly, that’s how 12 year old boys think. And I’m not going to make them think in a different way.

Exactly.

The third book in the series...

There’s going to be another Johnny book?

There will be eventually. One of the working titles was Johnny and the Devil, and as Philippa said, 10 000 sales get lost. Actually, in the UK, that probably isn’t the case, because I’m probably a big enough bulldozer to drive a title like that through the dirndl-mafia. But in the same way "witch" in the title can now cause hands to be thrown up. I think somebody’s going to actually have to confront that sort of thing, and just engage four-wheel drive and surge forward. It depends on the context, how you actually deal with it. And in the case of Only You..... you can see, and also in Johnny and the Dead, that the kids are trying to think, they know they should be thinking politically correct, but they can’t actually do it. Is a film racist, if Yo-less, who is black, actually enjoys it? White people worry about that sort of thing.

What you’re actually doing is allowing kids to think about those things without saying "this is the way to think about it". You’ve got Johnny’s perceptions and point of view, and then you’ve got Kirsty who’s contradicting that, so within the same book you’re giving them the room to think about it.

She also had a lot of wrong things with her character, like not listening to anyone else in any way, shape, or form.

And her bloody-minded determination to kill people!

Well, a bloody-minded determination to win, whereas Johnny is far too wet to ever have a very clear opinion.

Those "politically correct" issues aside, I’m thinking particularly of an article Diana Wynne Jones wrote about a book for adults she was writing, and how she thought, "yippee, I’ve got a book for adults, I can do what I like", and in fact found it far more restricting than she’d ever found writing for children. So are there things that you can do in children’s books that you can’t do in adult’s books?

Remember, I write in a field — the genre with which I am associated, I pick my words with care — is fantasy, and there’s always historically been a huge cross-over between children’s books and fantasy to the extent that they’ve often been confused. To some extent they both use the same tool kit, so that if in a Discworld book, in order that, apart from in order to amuse people and to hurry the plot along, if I want to look at human frailties from a different perspective, I can have an intelligent talking dog, provided within the context of the story I can make that stick. If the readers are approaching the books with the right mind set, they will accept this, provided you’ve got some explanation that fits.

Internal logic.

Internal logic. I have some difficulty with the Americans with these books. For example, they don’t touch the two Johnny Maxwell books. Partly, one of the reasons is the absolute horror at the political incorrectness of Johnny. They’re not allowed to think like that in America, even if the whole point of setting up that thing is to make them look foolish, which bodes badly for their culture. I had a long argument with an American editor, who said about Only You... "Look, what’s really happening. Are aliens really contacting him, is he really a disturbed child with it all happening in his head?" It is both of these things. This is merely the world as seen from his viewpoint, and the whole point which is surely being made is, it was the Gulf War, was it real or was it a video war? What’s real and what isn’t real.

It’s a lovely juxtaposition.

And kids are quite happy — they don’t even think about this. They’ll accept the whole thing as a given. They’re quite capable; kids can understand that life is a wave and a particle at the same time, they have no problem with that, but when you get older, you start labelling it. And the same with Johnny and the Dead. Can Johnny really see the dead? Is he really terminally disturbed? Well, you’re terminally disturbed when you’re twelve anyway, that’s what being twelve’s is all about. But it really doesn’t matter. He thinks he can see the dead, and acts as if this is the case, and that’s how it works.

So adults would ask too many questions about the whole premise of the book, where kids just accept it and read it in whatever terms you offer them.

With kids you can say "Once upon a time". With adults when you say "Once upon a time", and someone puts their hand up and says "When, exactly?" With the kids, you do have to get around to the "When, exactly?" at some point, but they will allow you to get that first mouthful out.

We’ve talked a bit about the tools of fantasy, and also questions of "political correctness" — I hate that term, but that’s the one that we’re all familiar with! Fantasy is generally, at least, sort of traditional fantasy, has been for a long time basically plot-driven, and writers like yourself and Diana Wynne Jones, who I’ve done a lot of work on, while plot is still very important, character is becoming far more important in fantasies than they were in perhaps traditional fantasies, where characters were basically archetypes; the hero, the princess, etc. I feel that part of this is because you’re deliberately manipulating stereotypes to raise the kinds of issues we’ve just talked about, is there anything else about character... Your characters are so interesting and involving; Granny Weatherwax...

I knew Granny Weatherwax was lurching towards the conversation... The thing is with fantasy, well, you have to be very careful. I am now allowed to go to literary festivals...

You’re studied at post-graduate level!

Oh yes! Once I was perceived as writing for children as well, a big sigh of relief, "now we can invite him to all the best dos". All fiction is fantasy, and of fiction, how can I put it? The perception is, there is Literature, and there are these things budding off around the side, called "westerns" and "police procedural crime", whereas in fact, there is Fantasy, and off this main stem has budded off... and one of these things is known as the "Literate Novel", which was invented, what, about 150 years ago? And it’s got a subset known as "Potential Booker Winners". I am sorry to say that I represent the mainstream. It’s not the Literate Novel, and I use that term with a certain amount of disparagement. People will always need heroes, no matter how politically correct we become, the charismatic male, with his big sword is always going to... I’ve just in fact finished a Discworld book where Cohen the Barbarian, who is very very old, and politically totally incorrect, everyone likes him. They all follow him, they do as he says, because he just blows like fresh air everywhere he goes.

Is it just to keep you interested...?

It’s quite easy to say, "ok, here are all the clichés of classic fantasy, let’s turn them over", but if you do that and all you’ve done is turn them over, then you haven’t really done anything. If you just turn them over, all you’ve dome is just destroy things. But when turning them over raises all kinds of questions; what kind of witch is it that actually dislike magic? So as you do your characters they automatically become important. If all you do is kick over the table and say "look at me, aren’t I clever?" you’re just being some spoilt kid. But certainly there are some characters that I’m very pleased with, and the three witches quite definitely are becoming quite central to the series. I’ve yet to meet an intelligent woman who wouldn’t long to be Granny Weatherwax, would settle for Nanny Ogg and secretly suspects that she’s really Magrat. It’s a big problem, because Magrat is now married, which, without drawing too much attention to the symbolism of the three of them, one may assume that her prime requirement for membership is no longer possessed, so I’m not quite sure what the other two are going to do about it. What’s fun about Granny Weatherwax is, she’s a bully, she’s autocratic, she’s, on paper she’s a bad witch, she just happens to be on the right side, in fact, I think, in Lords and Ladies, she says something to Nanny Ogg along the lines of "Just because I’m right doesn’t have to mean I’m nice". You get your characters right, and everything else happens.

The four boys in the Johnny books, too, in terms of character; you tread a really fine line with them in terms of an ironical adult look at their pretensions and their foibles and their sillinesses, and at the same time keeping them real and still attractive to children.

The point is, I can’t speak for Australia, but kids in England now suffer from this terrible ersatz Americanism, so they walk around trying to look like a kid from South Central (L.A.). What the hell, they live in Taunton, Somerset, you know, and you can’t hang out at the shopping mall, because there’s only that silly shop, and the weather isn’t like Southern California. It’s a bit like we were in the 60’s. The 60’s only happened to about 250 people in London, everyone else pretended they were there as well. And they don’t know what the slang now is, and there’s this horrible feeling that everyone else knows and you don’t, and that you’re not doing it right. There’s a terrible uncertainty, you definitely want to fit in, but you don’t actually know where the "in" is you’re supposed to fit.

And the goal posts shift all the time.

I think that’s common to every age, all we have to do is remember what it’s like.

Your brand of humour is frequently satirical; extended puns and...

I pun far less often than people think.

OK! The Book of Nome, the elevated biblical language, a lot of your humour is based on political theory, philosophy, all these kinds of things, and you do that in your kids books too, you don’t assume that kids don’t know about these things. We often assume that kids’ sense of humour is often pretty unsubtle and pretty earthy, but you’ve assumed a degree of sophistication in kids.

I’m not entirely certain you’re right. I think you are, how can I put it? You may feel that something I’ve got is based on a political theory, or is parodying... Now, kids might not even see that, they’ll just go for the underlying truth.

This isn’t a criticism, in fact...

No, no, no... I’m saying that, curiously enough, a lady trying to translate Truckers into Russian said there were two problems she had to try and overcome; a small one and a big one. The small one was that Russian children would simply not be familiar with the concept of biblical language, so they wouldn’t recognise (the parody). The second was, it’s set in a store full of merchandise, and they would have no concept of that idea at all. It may be that kids understand things that they don’t vocalise very well.

Yes, I think that’s right.

I get the same thing from my Japanese translator. They say "this theory you’ve got from T.H. Robinovitch in his book...." and I think, I’ve never heard of this fellow, if I did, I thought he was a harmonica player! All I’ve done, to be honest, I’ve done what the story wanted, as Granny Weatherwax would say. The fact that it may fit in with someone’s theory of archetypes is a lucky shot, that’s something to give the Ph.D’s something to write about!

Well, yes, but say, the philosopher’s scene in Small Gods; you don’t have to know about philosophy to get the humour of that...

But remember, Small Gods wasn’t written for kids.

No, I know, but I think that it’s great that you don’t underestimate kids and say, well, they’re not going to get this, so I won’t put it in, that in fact you allow whatever needs to be there to be there, and if they get the reference, great, and if they don’t they’ll get something else from it, and take it with them anyway.

Well, something like the philosopher’s scene in Small Gods, I based it on the old principal, "That’s all the big philosopher’s you can remember". Well, OK, what can I remember? Some guy had a bath, and said "Eureka!", and they used to argue a lot, and if you’re slightly more advanced, you know, for example, in Pyramids I have the philosophers again, and one of them’s called Endos the Listener, and his job is just to sit there and say "yes, you are entirely correct", and "indeed, that is absolutely right". Because they’re all busy talking, and he actually charges money for listening, because no one wants to listen, and he charges money to do it. And also, if people are slightly more advanced, up to student level, they’d be familiar with the symposium, which is supposed to take place over a dinner party, and so in Pyramids, I did what it would really be like if you tried to have philosophers at a dinner party. What I often do, and again, this is post facto reasoning, the humour is based on everything you vaguely remember — we’re very thinly educated these days — everything you can vaguely remember about Greek philosophers, and I use that as a starting point. Even now, although less so than when I was a kid, kids pick up a lot of information on an osmotic basis; they certainly don’t do it from school. I have unfortunate views about education.

I wanted to ask you some specific questions that will be of interest to the children who are readers of School Magazine, and they’re pretty like the questions kids would ask you when you go into schools. It seems to me from reading your books that you must get a lot of pleasure out of writing. Are you a disciplined writer? Do you have a regular routine?

I would like to be. It doesn’t actually work like that, and this sounds awfully pseudo, but writing is my ground state of being. It’s what, on the whole, I think I should be doing, so everything else that I’m doing is time filched from writing. Increasingly, I think this is a slightly unhealthy way of living, and maybe I ought to get a life as well! I like writing, and I resent it if I can’t do it. I’m not disciplined, but if left to myself, I’d do a lot of writing every day.

What are your inspirations, who are your inspirations, do you read other children’s writers? Other writer’s generally who inspire you? Does reading other writers’ work interfere with your own writing?

Everyone, not just kids, think ideas lie around like little nuggets, and you just wander around... and what they want you to do is tell them the way to the Holy Grail. It’s the same with inspiration. If you tell us where you get your inspiration from, we’ll go and stand there. I make up my ideas in my head, and that’s where the inspiration comes from as well. Yes, sometimes I can see, in the real world, unusual juxtapositions, or there are little triggers which happen to set something off in my mind, but usually I get my ideas by thinking logically about things that you’re not supposed to think logically about.

Do you start with story or character?

It might be a story, it might be a character. Weird Sisters began with a joke, which was the joke at the beginning, and I knew very little about the rest of it. The witches; well, Granny Weatherwax already existed, and the other witches just sprang fully formed. I’m a great believer in the silent writer inside. Back in the 60s I experimented with dope, because people did in the 60s, and I remember saying, "well, this is supposed to make me very creative", so I had a little smoke, and I thought "Well, OK, I’ll sit by my typewriter. If Huxley is allowed to do it with mescalin, I thought, at least I should be allowed to do it with... So, I thought, I’ll type what is going on. I remember looking at the key and thinking, "That "a" key. What a superb "a" key that is. That’s a great "a" key. Wow, look at it! And there’s all these other keys! And there’s numbers as well! Anything I want to write, it’s all here, all contained in this keyboard is anything I want to write." And I sort of drooled like an over-grown setter. You wouldn’t know what I’m talking about, of course. And because nobody can stop me from saying in public what I think, I say to kids, "This is why you shouldn’t take drugs, not because they’re bad for you, because some of them aren’t that bad for you, but they’ll turn you into a hippy!" But what sometimes is necessary is to find a way of allowing — I always say the sub-conscious writer — but allowing the ideas that are floating around looking for a place to settle, find a way of switching off sufficiently to allow them to do so. That’s why, and I’m not the only person to say it, you often get ideas when you’re driving a car, because various parts of your mind are actually taken up with the job in hand, which actually means that something comes through from the back. Listening to music can do the same sort of thing.

In fact, it boils down to what I always tell kids, if you want to be a writer, try and do something else. A., because you should try and look for an alternative means of making a living, and B., because no one ever went straight from school into "being a writer", I mean, that’s ridiculous. You should get a life, fill yourself up, and you start to overflow. But also sometimes you have to fool yourself to allow the ideas to come through. That’s why I mow the lawn. I’ve got a big lawn, it’s one of the shortest lawns in Yorkshire. I’ve got a ride-on mower, and I sit on there with my hat singing American revivalist hymns at the top of my voice, because no one can hear me. I often get the ideas, because everything’s switched off, and it’s noisy. That’s why kids do their homework in front of the television. Kids do their homework in front of the television because it actually provides white noise, to allow things to happen. I often write with music on.

Back to the Johnny books — and I have to say that I read Johnny and the Dead just yesterday, and I think it’s one of the finest kids’ books I’ve read in a long time. I just think it’s wonderful...

It’s up for a Carnegie, but it won’t get it.

Because it’s funny?

Yes, it’s partly that, but also because I’m, how can I put it. This is the second one I’ve had for that award...

What else was up? Truckers?

Truckers. And Truckers was up for the Smarties award. Johnny and the Dead’s won a couple of awards. No, Johnny and the Dead’s won one award, the Writer’s Guild award. That was very nice, because it’s actually fellow writers. Because I have a small suspicion that in the UK I am thought of to be personally politically incorrect, even if I sit there being absolutely quiet, and saying the right things, people say, "Yes, but he’s thinking politically incorrect thoughts. He’s not really a proper children’s writer, you can see, inside. He might be sitting there, but any minute if we’re not careful he’s going to do something."

The whole argument I think is really unfortunate, because of course it’s good to be nice to people regardless of whether they’re one thing or another, but when it starts restricting people’s creativity...

Well, I don’t mean it like that. I use the term "dirndl mafia", with whom I have sort of love-hate thing. I think it’s really great that around the world there are people, probably like yourself, there’s this loose association of librarians, and teachers and the adults involved in the book business who are keeping the guttering flame alive, usually in the face of total media disinterest. When you think books for kids in the UK get in the mainstream newspapers get minimal reviews, and there’s usually a little teddy bear at the top of the page to show that it’s not really that important. Given the vast forces ranged against them, I’m just incredibly gratified that there’s anyone out there doing that kind of job. The fact that they sometimes annoy me is almost a minor consideration.

It’s a very vexed issue at the moment, isn’t it. Anyway, back to Johnny. The Johnny books are more in the realist mode, and again, this is broad generalisation...

I think they are exactly in the realist mode if you are about 12 years old.

They also deal — now, I think that all your books have serious ideas lurking around — but I think you’ve brought them more to the front in the Johnny books. Do you agree? What prompted the change of approach anyway to a more realist mode, was it just that’s what the story needed?

That was what the story needed. I’m quite viciously straightforward about that. I couldn’t have written — Johnny and the Dead had to be set in a world which appeared to be the real world to have the effect it could. on Discworld, in Ankh-Morpork, the dead have a perfectly everyday role to play in the normal civilisation. Your milk may well be delivered by a zombie. As I say, in Ankh-Morpork, the fact that I have the classical races of horror and fantasy actually playing roles as citizens has its own pleasant connotations. The fact that your local butcher might be a vampire has no more or less comment than him being a Muslim. So there had to be a framework of conventional reality for both those books to work. In Only You..., for example, I actually was up late working when the Gulf War started, and I was also aware of how much an effect it had on kids, that despite apparently being inured by years of video games and Schwarzenegger movies, this is a real war, and they seem to understand it was a real war, more than adults did. They were actually afraid it was going to happen here, maybe because they were a bit locationally challenged, as far as the Gulf was concerned. And the thing that triggered Only You... was that I was having all the normal wishy-washy things that it’s not a nice idea to say "wow, look we can drop this bomb straight down this chimney" because 38 people you might like if you’d met in person have been laminated against the walls inside, but we don’t want to show you that, we’re going to show you the video. And then there was an interview, I think it was by CNN, with two pilots who’d just come back from over-flying the desert, and they were Americans. If the Brits had been interviewed it would have been "well, yes it was very regrettable, but yes, it was a successful flight." Because we’ve learned the stiff upper lip. But these Americans pilots come out like "Woh, it’s like a turkey shoot out there, we really kicked some butt, it’s like shootin’ cockroaches." Everyone was raising their hands in horror, and I watched this and a lot of people were saying how disgusting it was, to show this, and I thought, "They’re soldiers." And despite the fact that there was more or less air supremacy, I mean there were ak-ak guns, and they’d been doing what civilisation had been very specifically training them to do for years, and at any moment when they were out there there could have been a bang and their manhood could have gone past their face on a little column of white-hot metal, and they were at least sub-consciously aware of that. And when they came back, they were drunk, they were drunk with relief and testosterone, as soldiers always are after a battle. The only difference is that, after the Trojan wars or whatever, we never saw it television. And I thought it’s silly, I mean, what do you think soldiers are like? They’re humans, they come back and they’re safe, and that’s why in the book there’s a scene where all the kids in the class are discussing it, they’re all taking a view, and Johnny says, "Look, it’s more complicated than that. When they go up there they’re soldiers who might be dying. It’s just a whole lot more complicated than you think." That’s what war is, it isn’t so nicely clean-cut. And all these things sort of came together, and I thought I can do this in a children’s book, because children seem to be involved in all that. Children all seem to live between video games and video war very readily.
  DZIENNIK ZNALEZIONY POD MUREM
CZYTAJĄCEMU:

Prawie cztery lata poświęciłem na konstrukcję "Dziennika..." i nadal nie wiem, czy w myśl starej literackiej definicji, która powiada, że nie ma utworów skończonych, są tylko rozpoczęte - moja praca jest zakończona.

"Dziennik..." liczy sobie ponad 500 stron i stanowi próbę znalezienia odpowiedzi na dręczące chyba każdego człowieka pytania związane z sensem egzystencji; próbą znalezienia odpowiedzi na "O co chodzi?"

"Dziennik..." jest pamiętnikiem wyłącznie w rozumieniu mimowolnej, codziennej rejestracji i interpretacji otaczającej nas rzeczywistości, snów i przeżyć.

"Dziennik..." miał wielokrotne szanse na druk, jednak za każdym razem "po dojrzałym namyśle", "z uwagi na profil wydawnictwa", "biorąc pod uwagę kontrowersje, jakie może wywołać...", "gdyby zechciał pan dokonać autokorekty tak w zakresie tematów, jak (w szczególności) słownictwa..."

"Dziennik..." zaledwie na 2 portalach do tej pory przeczytało w Internecie blisko 30 tysięcy Czytelników. To dużo. Było kilka komentarzy. To mało. Z kilku portali literackich na które "wrzuciłem" jego fragmenty, został wyrzucony. Sprawa nieważna ale na pewno - głupia.

Co najważniejsze: dla mnie akt pisania nie jest drogą do osiągnięcia jednoznacznego przekazu, ale próbą uchwycenia wszystkich wielotorowych aspektów opisywanego i oddania ich jak najwierniej, bez popadania w siermiężną ilustracyjność, charakteryzującą powojenną literaturę polską, za wyjątkiem twórczości Tadeusza Konwickiego, Janusza Głowackiego i Marka Nowakowskiego.

*
Jeszcze jedno - pisarzy dzielę na tych, którzy piszą i takich, którzy piszą 'fajnie'. Ja 'fajnie' nie piszę.


    Collage by Plezantrop (c)

    DZIENNIK ZNALEZIONY POD MUREM
    ISBN 978-83-61497-00-4


OTWARCIE

Można pisać o wszystkim; na przykład - o Papieżu. Jeśli ktoś napisał słowo "papież" z dużej litery, to nawet idiota wie, że chodzi o Jana Pawła II, a nie o córkojebcę, Aleksandra VI.

Więc można pisać coś o Papieżu, Kościuszce albo Piłsudskim. Niezłym pomysłem jest, oczywiście, opisanie obrony Westerplatte czy tragedii Powstania Warszawskiego, a już na pewno – martyrologii Żydów; wiesz: płonące Getto, zburzona synagoga, mała Rywka, szmalcownicy... Inaczej mówiąc, zostać Kosińskim.

Aha, godnie jest pierdyknąć jakieś bogoojczyźniane story na motywach „Czerwone maki na Mąte Kaaaassssiiiinooo...”, bo to zawsze mode, a Sucharski czy Świerczewski, to już nie.

Jak kto chce być trendi, powinien pisać o gejach i lesbijkach, żeby było cool. Ale jeżeli jesteś biseksualnym żydo-katolikiem z KOR-u i Solidarności, a swojego czasu byłeś w PZPR, no to - Stary! Skoro wszystkim obciągałeś, a w nagrodę każdy cię dymał, to znasz dużo fajnych historii. O, Panie! Jakie ty musisz mieć wspomnienia! Jak wspaniała była twoja droga przez mękę!

Pytasz - co to jest? Toto? To jest patchwork. Przypowieść. Patchwork-przypowieść o kobiecie i mężczyźnie w chrystusowych latach. Mają zmarszczki w kącikach oczu, a siwy włos dawno zagościł nad ich skroniami i choć oboje patrzą na siebie z czułością, to jest to syta czułość najedzonego, który widząc spiżarnię mówi: Dobre było! Ale się przejadłem! Oto morał. Przypowieść ma moralny obowiązek posiadać jakiś morał, gdyż inaczej staje się niemoralnym opowiadaniem, jak na przykład kilka powiastek Hemingwaya, wyłączając oczywiście to o Starcu i Rybie. I parę Steinbecka, jak to o langustach i padlinie. Aha, i jeszcze tamto (też Hemingwaya) o żołnierzu, motylu i czołgu. No!

PROLOG Z EPILOGU

(Nasycony znakami zapytania)

Szczeciński Klub Olimpijczyka; Aleje Wojska Polskiego numer 127. Piją koniak. Jej mąż patrzy mu w oczy ze szczerym? Uśmiechem? Westchnieniem ulgi? Rezygnacją?
- Wygrałeś. Mówi jej mąż. Masz ją. Daję ci ją.

Wstaje, płaci za wszystkich i wychodzi; wysoki, jasnowłosy, przystojny, inteligentny. Jest czas Wielkiego Braterstwa i powszechnej Solidarności; czas łopoczących flag, narodowych insygniów; czas katharsis. Jest to zarazem, uważasz Olo, czas chmur kłębiastych, z których wypiętrzają się burzowe cumulonimbusy nadciągające na Polskę ode Warszawy. Czas Apokalipsy z orłem bez korony na hełmach.
- Litości! Nie o polityce, tylko o miłości, namiętności i tyłeczkach kobiet!
- Zatem o tym będzie. Tak, więc ma ją... Więc dostał w prezencie żonę tego faceta, która teraz patrzy przerażona? Zadowolona? Wstrząśnięta? I...?
- On ci mnie dał? Mówi tak głośno, że para siedząca dwa stoliki dalej patrzy na nią ze zdumieniem? Niedowierzaniem? Oburzeniem?
- Słyszałaś...
- Dał mnie, jak - co? Jak przeczytaną gazetę? Jak kawałek dupy do rżnięcia? Jak taboret czy lampę? Jak...? Jak...?
Nie. Nie płacze. Wstają i wychodzą. Po drodze kupują wódkę i idą do hotelu Gryf; czeka tam na nich kwitnąca echeveria.

KILKA LAT PÓŹNIEJ

(Parę uwag dla potencjalnego reżysera)

Stoi na środku pokoju z torbą podróżną na ramieniu i wiśniową, skórzaną walizką w prawej dłoni. Stawia bagaże, podchodzi do drzwi, przekręca klucz. Podchodzi także do okna, domyka je energicznie, bo hałas ulicy go drażni, a jemu potrzebna będzie cisza.

Przez okno widzi budynek z nietynkowaną ceglaną ścianą; wspina się po niej anemiczny, rdzawozielony bluszcz; radio sączy absynt One Night in Washington. Tego Murzyna, Charliego Parkera. Zdejmuje sztruksową marynarkę, wiesza na oparciu krzesła, potem kładzie się na tapczanie i przymyka oczy; nie otwierając ich zapala papierosa, popiół strząsa na podłogę; nagle wstaje i (gasząc papierosa) mówi do lustra:
- Do jutra.

Chwilę stoi nieruchomo, później znów się kładzie i leżąc patrzy w sufit, słuchając szumu krwi i brzęczenia odkurzaczy na korytarzach (wchłania odgłosy, żeby je wyciszyć, wessać w siebie i zneutralizować świetliste rozbłyski pod powiekami). Właśnie wtedy po raz pierwszy wypowie w myślach słowo: Xanadu... Pomyśli Xanadu i widz ujrzy toczącą się gdzieś, po jakimś dywanie szklaną kulę z wirującymi wewnątrz płatkami śniegu, która wypadła z męskiej, martwej dłoni. Ktoś wypowie rosebud, a może to będą jego słowa. Idę, pomyśli i otworzy drzwi amfilady swojego popieprzonego życia. Cięcie.

Dissolve:

INT. KANE'S BEDROOM - FAINT DAWN - 1940

A snow scene. An incredible one. Big, impossible flakes of snow, a
too picturesque farmhouse and a snow man. The jingling of sleigh
bells in the musical score now makes an ironic reference to Indian
Temple bells - the music freezes -

KANE'S OLD OLD VOICE:
- Rosebud...

The camera pulls back, showing the whole scene to be contained in one
of those glass balls which are sold in novelty stores all over the
world. A hand - Kane's hand, which has been holding the ball,
relaxes. The ball falls out of his hand and bounds down two carpeted
steps leading to the bed, the camera following. The ball falls off
the last step onto the marble floor where it breaks, the fragments
glittering in the first rays of the morning sun. This ray cuts an
angular pattern across the floor, suddenly crossed with a thousand
bars of light as the blinds are pulled across the window.

The foot of Kane's bed. The camera very close. Outlined against the
shuttered window, we can see a form - the form of a nurse, as she
pulls the sheet up over his head. The camera follows this action up
the length of the bed and arrives at the face after the sheet has
covered it.

PATCHWORKI

Stoi na wysokościach Muru i jakoś tak ni stąd, ni zowąd przychodzi mu do głowy tocząca się po dywanie szklana kula z wirującymi wewnątrz płatkami śniegu. Pomyślał Xanadu i zaraz potem, na widok zmierzwionych kwiatów dzikiej, szkarłatnej peonii pomyślał - Rosebud.... A po chwili jeszcze raz - Rosebud. Nie miał pojęcia, dlaczego. Wczoraj było trzęsienie ziemi i pięćdziesiąt tysięcy ludzi zostało bez dachu nad głowami, więc może dlatego? Może fale sejsmiczne naruszyły jego wnętrze, do tej chwili w miarę stabilne? Pewnie tak; pewnie stare szkielety wypełzły na powierzchnię: Hop, hop! Jesteśmy!

    At night of 18 October local time, earthquake measuring 6.1 on Richter scale occurred in the area of junction of Hebei, Shanxi provinces and inner Mongolia Autonomous Region 220 km Northwest of Beijing. Four tremors over 5 on Richter scale recorded towards next morning.


Szli przez ruiny patrząc na szczury wysiadujące na gruzach; nie schodziły do piwnic, roztropnie czekając wstrząsów wtórnych. Wypasione, obżarte ruszały wąsami czyszcząc łuskowate, połyskliwe ogony. Więc dlatego? Pewnie tak, bo przecież mógł wspomnieć Rashomona Kurosawy, albo Ingmara Bergmana Tam, gdzie rosną poziomki, a choćby Miłość Elwiry Madigan Widerberga z tymi nieocenionymi zdjęciami Perssona, nie?

No, pomyśl: co przeczytałeś? Masz przed oczyma tekst, który pisał walcząc z każdym wyrazem, każdym zdaniem, myślą krwawiąc przy tym, jakby mu sęp wyrywał wątrobę. Czego chce? Chce powiedzieć: To nie jest tak, że czytasz jakiś pieprzony literacki eksperyment.

- A to nie jest tak? No, to jak to jest? Próbuje robić za świętego Jana? Zionie apokaliptycznym strumieniem świadomości? A może śni mu się pastisz Ulissesa? O to mu chodzi? O nowe Wawrzyny już ścięto czy Absalomie, Absalomie...? A właściwie, dlaczego nie może poeksperymentować? W końcu pisze tylko jakąś historię o sobie i tej dupie, z której nie może się otrząsnąć, mimo że czas ich wyciekł, jak sraczka sitem. Literacki patchwork...
- Poczekaj. Poczekaj chwilę. Zobacz, czy to patchwork. Zobacz, Absalomie, czy wawrzyny już ścięto.

Więc jest w towarzystwie Doktora. Palą papierosy i pociągają z piersiówek wódkę. Otaczają ich skośnookie, pełne jadeitowych smoków Chiny, a on patrzy z blanków Muru w urwisko, gryzie końcówkę długopisu i myśli o jakiejś różyczce i wielu innych fajnych sprawach. I o tym, jak zrozpaczony Doktor zadzwonił Cholera, kurwy mnie obrały z forsy! a wtedy on, idiota, po trzech dniach zlądował w Szanghaju w tanich trampkach, jeansach, kraciastej koszuli i wręczając kasę powiedział mu tylko to swoje: No!

La lalala lala nuci rześko, wciągając rześkie górskie powietrze i spleśniałą woń starej zaprawy.
- To Shi Huang rozpoczął budowę, a Nurhaci zakończył ten absurd, Greku. Mówi, spoglądając w niebotyczną przepaść i zębate mury.
- Ming! I pękło jak balon. Kończy Doktor.

Przyleciał, żeby Doktor zrealizował umowę, zapłacił producentowi za produkcję, przewoźnikowi za transport, brokerom za resztę. Kiedy facetom z ministerstwa wręczyli tłuste łapówki za niezwykłą uprzejmość, ci niezwykle uprzejmie zasugerowali możliwość spędzenia czasu w towarzystwie wesołych, miłych, porządnych dziewczyn. Sugestia została przyjęta zdecydowanym męskim tak miłych, wesołych i porządnych mężczyzn lubiących sprośne kurwy; luzując krawaty podążyli do hotelu.
- Teraz dupy, jutro - Delhi. No i Harikriszna, Indianie!

ARACHNE

Schodzą kamiennym traktem osaczeni górami i labiryntem Muru z na wpół rozpadających się, brudnoczerwonych cegieł. Rosendorfer miałby pożywkę. Różyczka... Labirynty wspomnień. Myśli szumem muszli, myśli. Wtedy, tam... Kobiety. Medee. Córki węży i jaguarów. Dżungle zapomnień. Wygięta nad nim w łuk krzyczała tak! I było to jedyne tak mające jakiś sens, a on ten sens beznadziejnie spieprzył. Została na szwedzkiej Naksos bez najwątlejszej nici nadziei na drugą szansę.
Biedna Ariadna...

Pstryka kolejne zbędne zdjęcie, dotyka cegieł strażnicy, wdycha chłodne powietrze, uprzejmie usuwa się tanecznie na bok przed japońskimi turystami. Cholera, jaka: biedna Ariadna?

Świtało, kiedy podparci na łokciach leżeli w szerokim łóżku, wyprani ze snu, patrząc na siebie bez gniewu, z poczuciem drapiącego gardło rozczarowania. Jakiś Sting z taśmy, gruchanie gołębi na parapecie, od zatoki gorzki zapach, a przez wąskie szczeliny okiennic różowe światło powoli spływało na ściany.

...No, jaka biedna Ariadna? Jaka biedna Ariadna? Jej imię wywodzi się od Arachne. Pajęczyca. Mogła sobie wyśmienicie sama zapleść pajęczyny nowych nadziei. Zaplotła - i to nie jedną! Dolara za każdego fiuta, którego gładko wpuściła między gładkie propyleje wiodące do jej cipy. Mamiła też dzieweczki, Safona; poetycko rozkładając dla nich lirę ud, językiem wypisywała na ich drugich wargach miłosne pieśni. Tak je ujarzmiała: biorąc nad siebie.

[---]

Wygładza kręgi myśli, obojętnie spoglądając na coś obojętnego: glazurę cegły w Murze, ptasie odchody, buty kanadyjskiej turystki; potem gryzie krakersa, zgniata szeleszczące opakowanie i wrzuca do kubła.
- Cholerny teatr - życie!

ΆΝΆΓΚΗ

- Wiesz, Doktorze, według Czechowa, jeśli w pierwszym akcie dramatu na scenie pojawia się strzelba, to w ostatnim musi wypalić. Bo strzelba, gdy się pojawia, ma być niczym ogniste mane, thekel, phares wypisane podczas uczty na ścianie pałacu Baltazara w Babilonie. I nie ma to nic wspólnego z przypadkiem; skoro coś się pojawia, pojawia się po coś. Ananke jest nieubłagana; nie można jej oszukać, powstrzymać ani zawrócić: pytaj Lajosa i Edypa, pytaj Orestesa i Elektry.
- Jakie mam szanse na odpowiedź? Czy zastanę ich w domostwach ich?
- Oh, Greku! Pytaj, pytaj, pytaj! Przede wszystkim, pytaj tą małą nieszczęsną pizdę, Ifigenię, gdzie był wtedy אהיה אשר אהיה? Niech ci wyjaśni, dlaczego nie powstrzymał dłoni Agamemnona, jak pohamował nóż Abrahama?
- A Jeremiasza 31:1-19, nie wyjaśnia, Padre?
- Nie, synu! Niczego nie wyjaśnia. Blekot! To oczywiste, że namiętna Klitajmestra miała przesrane od chwili, w której tłusty łabędź przerżnął (ku obopólnemu zadowoleniu) jej matkę; zwróć przy tym uwagę na osobliwość, jaką jest upodobanie zdumiewającej i przerażającej ilości antycznych i współczesnych kobiet do spółkowania z wszelkiego rodzaju zwierzyną - od psów, co już codzienne, po węże i rybie ścierwa.
- Tak, zatem...
- Zatem, Klitajmestra... Jej los był pierwszą, a nie ostatnią sceną niekończącego się dramatu, na której bogowie zawiesili strzelbę. Poznaj zen i ośmioraką ścieżkę. Przekop, jak Schliemann, Mykeny swoich wspomnień; w tym gigantycznym śmietniku znajdziesz wszystko, czego się nie spodziewałeś: plemnik ojca, jajeczko matki, a na końcu pępowiny - ty, splot patologicznych komórek. Jesteś, bo plemnik z twoim DNA był na samym szczycie wytrysku, więc niby żadne przeznaczenie, ale dlaczego z akurat z twoim DNA? Oto jest pytanie!

W Mistrzu i Małgorzacie jest taki fragment, w którym Berlioz spytany przez Szatana jak zamierza spędzić wieczór, odpowiada:

„Wiem mniej więcej dokładnie, co będę robił dziś wieczór. Oczywista, jeśli na Bronnej nie spadnie mi cegła na głowę... Cegła - z przekonaniem przerwał mu nieznajomy - nigdy nikomu nie spada na głowę ni z tego, ni z owego”.

Niecenzurowane wydanie Mistrza i Małgorzaty przeczytałem w więzieniu; wychodzi na to, że wojowałem z komunizmem tylko po to, żeby w otoczeniu nie do zapomnienia dowiedzieć się, że cegła nigdy nikomu nie spada na głowę ni z tego, ni z owego...? Miałem zapamiętać właśnie te słowa? Widocznie tak. Widać nasze życie jest tylko kontynuacją odgórnie wyznaczonej trajektorii splotów łańcucha przyczynowo-skutkowego. Άνάγκη. Dharma tworzy karmę, świerszczyku. Samsāra, przeznaczenie czy jak tam sobie chcesz.
- Piękna reguła domino, Domine! Ale czego ma dowodzić przytoczony, pasjonujący skądinąd dialog, a propos Anzio, hermafrodyty i teoria Czechowa?
- Szczęki Kronosa, które pewnej nocy zmiażdżyły naiwność dziecka, gdy dorośnie posłużą i jemu za narzędzie, aczkolwiek raczej autodestrukcji niż agresji. Będą ofiary, ale on sam, dla siebie, najpierwszą i najważniejszą, choć tylko (o, paradoksie!) kolejną, w niekończącym się łańcuchu rodzinnych, mrocznych tajemnic.
- Stąd Elsynory myśli?
- Stąd, Greku...
- Kto zapuszcza truciznę królowi, płodzi księcia-mściciela?
- Nie! Płodzi króla Lidii, kolejnego Kandaulesa, Aleksandrze, który od tej pory największą rozkosz czerpać będzie tylko i wyłącznie z pokazywania swoich nagich kobiet innym, napalonym samcom i szczodrego rozkładania jej ud w prezencie dla nich. Zatruty jadem pewnej nocy, niestrudzenie stręczyć im będzie Gygesów, swoich dręczycieli i - jednocześnie - wybawców, Szatanów a rebours.
- Wiedział o tym od zawsze?
- Nie. Zrozumiał to po rozstaniu z Wandą; dałby jej wszystko, czego chciała, gdyby tylko można było cofnąć czas. Ale to, jak wiesz, nie jest możliwe...
- A ona chciałaby wszystkiego, co gotów był jej dawać?
- Była najwspanialszą Shakti, ujeżdżającą wszystko bez wyjątków. Wzięłaby wszystko i zażądała więcej.
- Więc tak to jest, Sindbadzie...
- Ano, tak to jest, Greku...

Opiera ręce na chropowatości blanków: Minotauros wypatrujący ateńskich okrętów, węszy dziewice nic nie wiedząc o kłębku. Biedny rogacz, będzie szukać dróg w labiryntach zwątpień, wypełniać myślą ową lukę pomiędzy żaglem jutro, a powietrzem wczoraj doskonałą, najczystszą iluzją podróży do Indii korzennych, by odnaleziony nowy świat mógł się objawić westchnieniem rozczarowanej ulgi Kolumba: nareszcie...

Patrząc za kluczem żurawi z dłonią przyłożoną do czoła, myśli o Wandzie: Wanda... Myśli też o tym, że Chiny są jak malowane tuszem na jedwabnym papierze. Wprawdzie jest w Chinach, idzie sobie stromo w dół labiryntami absurdalnego Wielkiego Muru, ale nagle przed oczyma widzi sypialnię japońskiego domu rozkoszy. Nie, nie burdelu; domu rozkoszy opisanego w Śpiących Pięknościach Kawabaty. Ile tatami 85 na 180? Nieważne...

"Mam wrażenie, że to już odległa przeszłość, kiedy ostatni raz rozczarowałem się kobietą. Ktoś wymyślił dom, w którym kobiety są usypiane w taki sposób, żeby nie mogły się przebudzić”. Tyle Kawabata. Dlaczego tu i teraz przypomina sobie akurat Śpiące Piękności? Może dlatego, że dokoła pełno malutkich, prześlicznych dzieweczek o skośnych oczach i krótkich nóżkach kaczuszek? A może dlatego, że Azja unifikuje siebie samą: pastele nieba i chmur, tusze drzew, lakowe skały, jadeitowe śnieżne smoki, czerwono-złote demony... Dlatego. Śliczności obrazki: tandetne, jarmarczne Chiny, Japonie, Koree, Tajlandie...

Opuszkami myśli dotyka teraz śliczności dziewczyny tlącej się głęboko w zakamarkach synapsów; gorzko pamiętać... Mogli nas wtedy rozjechać czołgami, zatłuc pałami, rozstrzelać na śniegu. Ten przerażony żołnierzyk z erkaemem mierzący do nich, wołający piskliwym, kogucim dyszkantem rozejść się, kurwa, będę strzelać! Byliśmy tylko we dwoje, więc my się nie rozeszliśmy, a on nie strzelił: rzucił hełmofon na śnieg i się rozpłakał. Dzielny wojak. A ja?

Nie dotrzymał słowa danego jej przed szturmem. Jeśli wyjdziemy z tego żywi... A potem trzy rakiety, pamiętasz? Dałem ci słowo, że jeśli wyjdziemy z tego żywi... Co to jest - słowo? Wzrusza ramionami. Słowo było na początku. J1:1. A co z Der bestirnte Himmel über mir, und das moralische Gesetz in mir, ty skurwysynu? Och, idź do cholery. Genug! Opowiem ci kiedyś, ale nocna rosa jeszcze nie opadła na jaguara skrytego między lianami, więc najpierw muszę wyciąć gęstwinę zapomnień i wykarczować korzenie pomyłek. Dopiero wtedy prosto w żyłę. Der bestirnte Himmel...

Dyskretny ciężar wzroku skośnookiego porządkowego, zmusza go do dyskretnego schowania (dyskretnie) w kieszeni niepodpalonego papierosa. Wzruszając ramionami przypomina sobie Bahia Negra i jakieś gołe dziecko o wzdętym brzuszku, biegnące z patykiem przez kałużę beztrosko roześmiane i jeszcze kogoś, wynurzającego się z mroku Agry z konspiracyjnym szeptem: Dzisiaj o dwudziestej w hotelu Mughal, pokój...

- O! Ty, a pamiętasz? Ta knajpka Bhati w Lahore, obok bramy Bhati? Tamta dziewczyna sprzedawała amerykańskie papierosy; miała prześliczne, wąskie dłonie farbowane chną na kolor indygo i szkliste, brązowe oczy. Narkomanka. Pojdę z tobą za dolara, Mister.
- Jasne, a za dwa poderżnie ci gardło!
- Jej sflaczałe, tłuste cyce falowały jak wodne hiacynty. Falowanie Amuru między ścianami Xiao Hinggan Ling, gdy wiele słońc i nieskończoność księżyców później, wesolutko pijani na wesolutkim pokładzie pijanego bocznokołowca tańczyli z nadobnymi niewiastami, Ruską i Chinką, prostytutkami udającymi panny zacne. Kupili to z Macedońskim. Zacziem niet?

Zatrzymuje się na chwilę nad rachitycznym rumiankiem, wrośniętym między spękane tafle zupełnie jak wtedy w Pompejach, kiedy dzwoniła do jakiejś Marty, pretensjonalnie skarżąc:
- Nic się nie dzieje. Martwy sezon...
On patrzy na amfory, pitosy, misy i sztućce ustawione na chropowatym stole oberży i niemal czuje zapachy i smaki potraw. Zamyka oczy i słyszy głuchy, narastający ponury grzmot w trzewi ziemi i w napięciu czeka na wybuch. Ale nic się nie dzieje; otwiera oczy. Nic się nie dzieje... W Pompejach martwy sezon...
- Co ona powiedziała, Sahib?
- W Pompejach martwy sezon...
- Matko panajezusowa! Trafiła jak w pysk.
- Taka była: pompejańska w swojej głupocie, Greku.

Ociera pot z czoła nieba gwiaździste nade mną, Immanuelu, a nocne lotniska we mnie: Bandaranaike w Colombo, Rafic Hariri w Bejrucie, wcześniej Le Bourget; hotelowe pokoje i dziewczyny pachnące Chanel, Coty, L’Opium... Wężowe córki węży. Jutro Delhi. No i Hari Kriszna, Indianie!

STARY POMYSŁ

Przewracając kartki pamięci, odnajduje pomysł, który wałkował jakiś czas temu. Zapomniałem, no a teraz skoro już tutaj jestem, to... Koniecznie zacząć od łabędzi na stawie... Na stawie? Na jeziorze! Na jeziorze obsypanym, jak śniegiem, kwiatem śliwy. Może brzoskwini? Śniegiem, śliwy... Dwa razy si... Nie, jest dobrze: śliwa. A może magnolii? E, nie, śliwy! Później będzie o herbacianej dziewczynie, niosącej w bambusowym koszyczku dziecko, owoc miłości z Jadeitowym Smokiem, władcą Śnieżnych Gór. W koszyczku na plecach, oczywiście. Lijiang. Yunnan. I oczywiście, nie bambusowym, tylko ratanowym... Tulipanowiec też mógłby być. Nie, tulipanowiec nie: Ameryka, nie Azja. Migdałowiec? Zbyt migdałowo: Amygdalus. Nie, zdecydowanie śliwa. Zdecydowanie. A dziewczyna, powiedzmy...
- Ta kelnerka z Yangzhou, wdzięczna jak paciorek? Lanlan?
- Lanlan. Może być Lanlan, czemu nie?...
...Nalewała herbatę z wdziękiem motylka. Wdzięk. Brzdęk. Mała Lanlan. Ślicznie. Imię klaszczące ślicznie skrzydełkami ponad makami pachnąc opiumowo. L’Opium za jej uszkiem i w dolinie piersi. Dolina Śmierci. Och, co za brednie! Cholera, a może nie to? Może nie o smoku i dziewczynie, tylko tamta historia o Marii i? Jasne, że historia Marii i. A czyja, Prokopa z Cezarei? No, bo kogo jakaś dziewczyna ze smokiem?
- Jako Ἀνέκδοτα?
- A czemu nie, bo kto to niby opublikuje? Na Zachodzie może jeszcze by uszło... U nas, jak nie ma o papieżu, politykach, strajkach i ubowcach albo jak się, kurwa, nikt nie pierdoli, to kogo to... A, chuj z nimi! Dobra. Lanlan o brzoskwiniowych sutkach.

KǑNG MÍNG MIŔO QIÁN YǑU LǍO BǍI

Déjà vue? Schyla się po czerwonozłoty prostokąt: okładki bambusowe, ryżowy papier. Popatrzmy, co to jest. Pamiętnik? Piękne te krzaczki. I rysunki. Pamiętnik? Chyba tak. Położyć z powrotem? A może...? Tak, pamiętnik. Nie, lepiej nie; lepiej oddać milicjantom na dole, przy restauracji... Albo poszukam adresu i... A, niech mnie w dupę pocałują!

Wkłada pamiętnik do kieszeni; przystając patrzy na siwogranatowe skały. Wtedy? Tam... Pamiętnik. Tang. Wang. Ming. Brzdęk! Lanlan! Dajmy jej na imię Lanlan i herbaciane oczy. I ciało pachnące opium. Słodko. Z jeziora. Lanlan z Jeziora, o! Plagiat? Blisko, cholera: Pani z jeziora, Lancelot z Jeziora... I do tego, na przykład... Oczywiście, tylko na przykład; jako pomysł: wiekowy cyprys przebijający sfery niebios, korzeniami drążący ziemię. Kora jak? Jak suszona śliwka. Żółwia szyja. Starcza. Kora. Koralik. Korek. Koran... Kora. Na przykład tak: mówili, że płakał kroplami wonnej żywicy, z której rodziły się motyle, herbata i gwiazdy; zimą rodził śnieg, wiosną sroki nadziei. Dobre!
- Zaraz, zaraz, kto: mówili? Jacy - oni?
- No, oni: niewidzialni ludzie z gór, mnisi w kapturach, natchnieni od bogów; spisane na ryżowym papierze sekretnych manuskryptów. Czerwień, złoto, lapis-lazuli. Albo, na przykład, jakiś mędrzec z klasztoru, pustelnik; Mistrz. Mistrz Li. Wong. Czou. Zhāng. Albo, niech mu będzie - Po.
- Może być, na początek, a potem?
- Mówili? A może: powiadali ? Albo: napisano, że...? Archaicznie, starodawnie. Na jedno wyjdzie. Później... Powiedzmy, że zacznę... Jasne, czysto hipotetycznie. Początek, powiedzmy ludzie dzielą się na Słowiki i Psy, powiada Mistrz Po, Słowiki wyśpiewują tęczę marzeń, psy szczekają tylko o kości... Szukasz swojego prawdziwego ja? A ty kim jesteś: słowikiem czy psem? Wybierz, kim jesteś, kim być chcesz, bo takie prawo wyboru posiadasz. No, może tak, a może... Param param tam tam... Cholera, jakoś tak... Sam nie wiem, może by... Sieje obficie ziarna zwątpień, niepewny pewności. Twardy w osądach, jak pancerz meduzy. Że: niby komu to potrzebne? A na co to się komu zda? A po cholerę właściwie? I takie tam duperele. Cały on, miękki kutas! ...Powiadali, że... Dobrze. Dobrze? Chwileczkę! A nie pobrzmiewa tu aby Du Fu i jego Balladą o? No, bo jeżeli po ichniemu...

孔明庙前有老柏
柯如青铜根如石
霜皮溜雨四十围
黛色参天二千尺
君臣已与时际会
树木犹为人爱惜
云来气接巫峡长
月出寒通雪山白

czyli

kǒng míng miào qián yǒu lǎo bó
kē rú qīng tóng gēn rú shí
shuāng pí liù yǔ sì shí wéi
dài sè cān tiān èr qiān chǐ
jūn chén yǐ yǔ shí jì huì
shù mù yóu wéi rén ài xī
yún lái qì jiē wū xiá cháng
yuè chū hán tōng xuě shān bái

...no, to z ichniego na nasze... mniej więcej... jakoś...

...stary cyprys przed świątynią Kong Ming
ma korzenie jak zielone brązy
granitom podobne konary...
...tata ta ta tata ta ta i tak dalej...

No! Jasne, że lepiej! Resztę niech sobie dośpiewają w tym duchu i przełożą do tyłu, na te swoje krzaczki. A, chrzanić Du Fu; chuj z nim! Wchodzi gładko w pochwę wspomnień żeby wypuścić nasienie myśli: córki węży, córka jaguara. Dżungle zapomnień. Jeszcze nie czas. Myśli szumem muszli, myśli. Tak... A, co tam podobieństwo! Wyłącznie cyprys i nic poza. Drzewo jak drzewo, może być stary, gruby bambus. Albo ten, jak mu tam, migdałowiec. Za słodko. Amygdalus. Nie! Nie! Nie! Żaden amygdalus.

MINOTAUR

Jakiś czas temu stał na szczycie Wielkiego Muru z dłonią nad czołem, patrząc za kluczem żurawi, teraz schodzi labiryntem gór i pogruchotanych, rozsypujących się cegieł. Tworzywo dla Rosendorfera; dokładnie!
- Pamiętasz psalm sto trzeci?
- Jasne!

Dni człowiecze, są jak trawa,
kwitnie jak kwiat w polu;
ledwie wiatr muśnie, a już go nie masz,
i miejsce, gdzie był, nie rozpoznaje go...

- Jestem jak Minotaur - pośrodku labiryntu, a skoro jestem pośrodku, no to muszę wreszcie coś postanowić. Przekroczyć siebie. Ciekawe, jeśli przekroczę, którego mnie spotkam po drugiej stronie? Tamtego, axolotla na inwalidzkim wózku w lutym A.D. 1987? Przekroczę, kurwa, jak Mojżesz. Epi oinopa ponton. Choć tamten powiedział: dwa razy nie wejdziesz. Ἡράκλειτος ὁ Ἐφέσιος... Eh, to się jeszcze okaże! No, a jeśli gdzieś tam, w ciemnościach wczoraj, czeka jakiś Tezeusz, z moim losem napiętym jak nić w gibkich rękach zabójcy? Zmierz się! Odważ się! Zawsze zdążysz mu zamienić kolory żagli, ty ciołku! Paradoks jego okrętu!
- Herbaciarnia! Wykrzykuje Doktorek dziarskim krokiem kolonialisty wkraczając. Wkraczają. Siadają. Czekają.

W herbaciarni, traktowany z szacunkiem należnym gościowi z obcego świata długonosych, pije dziwną zieloną herbatę, która nie ma nic wspólnego z jego oczekiwaniami od zielonej herbaty. Lung Ching? Co to jest, napar z trawy? To ma być herbata? Szczyny! Może, gdyby z bergamotką, bo tak... Pamiętnik? Tu! Rozłamuje wróżebne ciasteczko...

...bądź bardziej wytrwały i nie porzucaj raz obranej drogi.
Po każdym końcu następuje nowy początek.
Człowiek szlachetny stoi pewnie i nie zmienia kierunku... Pierdu-pierdu! Ale, kto wie? Jestem przecież koza; Wei, najjaśniejsza z gwiazd gwiazdozbioru Skorpiona. Ósma gałąź ziemska i element: ziemia. Moim kolorem jest kolor żółty, żywiołem: Yin i Yang, a kierunek: południe-południowy zachód. Moje choroby są związane z płucami. Kaszle. I jak tu nie wierzyć w gusła? Siorbie herbatę zadowolony, że Olek wreszcie podpisał tę cholerną umowę; uwijali się, jakby mieli potrzebę i teraz - Delhi.
- No, to Harikriszna, Indianie!

TRZECIA KSIĘGA DŻUNGLI

Na płaskim wierzchołku wzgórza, płaskie bungalowy; noc, w mrokach odgłosy rzeczywistej księgi Dżungli: chyba ryczy tygrys, wrzeszczą ptaki i małpy; kołyszą się palmy, szeleści piach pod kopytem gaurów; opary. Aksis? Może aksis. A jak nie on, to ten tłustowłosy, świńskoryji pijany Niemiec z czwartego domku po lewej. Heilhitler się z panem!

Zarośnięci jak Sikhowie tyle, że bez turbanów, siedzą na kamieniach przed bungalowem; palą, piją wódkę, rozmawiają półgłosami. Jako bywalcy nobliwych muzeów, galerii i ubogich pracowni w mansardach, kochankowie jednotomikowych poetek, przyjaciele bardzo niewybitnych reżyserów i kiepskich scenarzystów, rozmawiają o światach dobrze im znanych.

Jacy są? A obaj są wysocy, raczej postawni i mają błękitne oczy. I obaj są rudawymi szatynami, lubiącymi alkohole, kuce szetlandzkie, misia Colargola, pączki z budyniem i każdą niewiastę tańczącą przy blasku księżyca, gdy brzęczą bransolety na jej przegubach. Shakti. Byli po stronie Albionu w wojnie o Falklandy w osiemdziesiątym drugim, są przeciw Albionowi w jego wojnie o Ulster. Irlandia dla Irlandczyków! Ryczeli pijani z gniewu. Powinowactwo alkoholików, wszak u Joycea byli w rodzie dwaj Stasie, a kto ma Stasia w rodzie, tego Polak nie ubodzie, na Pana!

YIN -YANG

Pierwszy z nich, zwany przez Drugiego bez żadnych konotacji Sahib, Babu, Efendi lub Sire czy jeszcze inaczej, to chętny do wypitki easy writer, druidyczny opowiadacz historii nie zaistniałych, choć możliwych. Przyłapywano go nieraz, gdy świętokradczą dłonią spisywał prywatne życie Minotaura; jest nowożytnym Sindbadem, poszukiwaczem na wpół zatartych inskrypcji z dymiących mordem trzewi labiryntów, spróchniałych pni świętych dębów i tych wyżłobionych na wiatach przystanków tramwajowych linii 9 i 11 wiodących na plażę. Przekłada z ichniego na swoje opowieści Feniksów, jakby mu za to płacili. Serce jego nie zna trwogi, a wszelakie dobra ma w dupie.

Czy jest możliwe, że jest poetą? Wszak składa wersy, zdecydowanie ograniczając układ poziomy na korzyść pionowego, tu i tam wtykając rodzynek metafory albo mistyczne słówko. Ta... To jest możliwe, jest. A nawet, gdyby...
...Czy rości sobie pretensje? Zdecydowanie - nie! Pisanie traktuje jak archiwizowanie obrazów powstających najpierw z myśli, potem ze słów na papierze, a roszczenia ma tylko czasami i to wyłącznie do większej ilości soli, szafranu lub majeranku w potrawach: nieskąpo, proszę! Ma swoją teorię na temat poezji; nazwał ją totalną. Poezja Totalna! Widział kto kiedy takiego durnia? Jaka przyświeca mu gwiazda? To nie jest gwiazda, tylko lampa Aladyna, owego transwestyty, będącego w istocie przebraną za mężczyznę lesbijką-Shakti z kolczykiem w nosie i brylantem w pępku, wirującą biodrem i łonem pełnym piżma.

DRUGI ZWANY DOKTOREM, GREKIEM, OLKIEM albo JAK CHCECIE

Ten drugi, zwany Doktorem, Grekiem lub Macedończykiem, fidus ahates Pierwszego, ma na imię Aleksander, jak dzielny syn Filipa, nieokiełznany uczeń Arystotelesa, pogromca Dariusza. W którym to było? Mniejsza z tym. Daty! Są jak młyńskie kamienie na lotnych biremach: balasty. Trzysta trzydziesty trzeci? Jasne! Hoplici jego falangą jego.
Doktor zwany jest Doktorem dlatego, że podrywając dziewczynę mawia pobawmy się z tą damą w doktora. Mąż ów porzucił ongi uniwersytet w Paryżu oraz togę i biret żakowski dla czarnobrewej jak Thaïs dziwki imieniem René. Straciwszy na nią miłość, dobytek i kufry pistoli, zyskał klątwę oślepłego z żałości ojca swego; teraz jest niczym Kordelia, Pizarro i sir Walter Raleigh w jednym. Czym się para? Handluje z kupcami Orientu i wszelkich terra leones; eksploruje złoża, gdzie nie masz granicy i oko celnika nie sięga, a ucho jego i lewica jego otwarte są tylko na brzęk szekeli. Do kroćset! Istny Fenicjanin, ten człek Renesansu. A René? Olo, wsparty krzepko o sarisę mamony powiada:
- Bóg z nią!
- Ale ja jestem po twojej stronie, Aleksandrze - rzecze Bóg.
- No, to głupio wyszło, Panie...

OBIEKTY NIEBIAŃSKIE

Gentlemani są nieco pijani, co składają wyłącznie na karb zmęczenia i usprawiedliwiają tysiącami mil przebytych azjatyckich dróg, z których każda (mila) liczyła sobie nie mniej jak 1609,34 metra i była w katastrofalnym stanie; wspinaniem się i schodzeniem ze stromych, granitowo-gnejsowych zboczy Wielkich i Małych Himalajów oraz Siwaliku; hektarami parnych dżungli pośród węży pełzających i pasiastych tygrysów; bezmiarami leniwych nurtów rzek, choć tkwiły w nich gawiale i krokodyle; błękitnymi oceanami pełnymi rekinów. Wszystko to przemierzyli, a nie mieli osiołka (Equus asinus), ni dżonki. Siedzą w srebrzystej poświacie i mroku: dobroduszny El Conquistador i twardy jak spiż - poeta zwątpień. Paląc zioło i pijąc alkohol, motają różne wątki w oczekiwaniu na zaćmienie księżyca i koniec roku, który wypadnie dokładnie za 136 dni.
- Ile razy dostałeś od życia solidne manto, Sahib?
- Ile razy dostałem solidne manto? Cóż za solidne pytanie! Lepiej nie pytaj, Macedończyku! Po każdym solidnym laniu, oczywiście, obowiązkowo solidne chlanie, popatrywanie z drinkiem w ręce przez brudne szyby...
...Zwróciłem uwagę na fakt, ze firanki w takich chwilach wyjątkowo mocno emanują nikotynę, perfumy i pot kobiet, które jadły i spały z tobą, nim zbudziłeś się o poranku gdy kląskał szpak, by lapidarnie stwierdzić: poszła w pizdu, zabierając - zapewne przez pomyłkę - nielichy kawał mojej wątroby. Shyloczki. Uszminkowane piranie.
- Temat dla Boscha, rybeńko.
- Jasne... W takich chwilach telefon nie dręczy fałszywym: no, co z tobą, stary? Skończyło się! Gorzki szlam w ustach. Jacy przyjaciele? Jakie interesy? Pocieszasz się: właściwie, zwyciężyłem. Właściwie wygrałem: spokój i szerokie perspektywy możliwego. Wszystko ab ovo! Zwyciężyłeś? Jeszcze jedno takie zwycięstwo, a będziesz stracony, jak Pyrrus pod Ausculum. W 279 przed Jezuskiem to było. W tym samym, w którym Celtowie czy Dardanowie zaciukali Pioruna Keraunosa, syna nomen omen, Eurydyki...
- Patrz, Sahibie...
- Co? Nic nie widzę...
- Mamy nareszcie zaćmienie, to i nie dziwota, że nic nie widzisz.
- Aaa, teraz widzę!
Chwilę milczą patrząc na smoliste niebo i wąski sierp księżyca.
- Więc było to w tym samym, w którym Celtowie czy Dardanowie zaciukali Pioruna Keraunosa, syna nomen omen, Eurydyki...

A DEDALUS SIĘ PĘTA, JAK PIJANA KURWA

...Cholera, Greku! Czy ten smętny kutas musi się tutaj cały czas pętać, jak pijana kurwa?
- Kto, Sindbadzie?
- Jak to, kto? Dedalus! No weź tylko i sam zobacz o, tu: JJ/U-29;13-18.
- No, widzę... Widać chłopina musi, Sahib. Może nie ma gdzie usadzić smętnego kawałka dupy swej zbłąkanej duszy? Olej go! Zapomnij go! Więc kiedy to było? Aha, nieco przed Jezuskiem! I co dalej?
- A więc, zwycięstwo...
...Zwycięstwo i Pyrrus. Zważ: poślubił ci on Antygonę, pasierbicę Sotera, którego dzieci miały u bogów przechlapane. Nie wyszło mu na dobre to małżeństwo, nie. Ananke, synu! Wspomnij Lizandrę, do kaduka! W Argos rzucił piesze zastępy walecznych, najeżone włócznią, mieczem i testosteronem oraz czarnogrzywą konnicę drwiącą ze śmierci. I padł, kiedy dostał w łeb ciężką, czerwonopaloną dachówką, ale przedtem wkłuto mu w bok czubek sarisy. Bohatyr, zawsze w pierwszym szeregu: złoty hełm z kitą purpurową, złoty pancerz i takież - jajowór i nagolenniki. Wyczuwa rzeź skurczoną moszną. Łbem i trzonem szyi zapłaci za swoją brawurę i śmiercionośną pomyłkę generałów swoich. Wygra tylko (lub aż) chwalebną i wiekopomną śmierć. Straszny kutas! Powiadają, że to niejaki Zapyros, wolny najmita go zdekapitował, Greku.

O, UTRACONE ŚNIEGORAJE!

- No, więc on też sobie myśli, że właściwie zwyciężył. I pewnie dlatego nie ma teraz ani rodziny, ani przyjaciół i nie prowadzi żadnych interesów. Kolejny straszny kutas! Szlam złudzeń. Od czego by tu...
- Od kobiet, Sire, zacznij od kobiet.
- Od nich się wszystko zaczęło, Greku!

Hawwah. Dalila. Klitajmestra. Helena. Thaïs. Kleopatra. Messalina. Lukrecja. Kitty O`Shea. Sprawdź u źródeł Nile złudzeń... KsR-2:2. O, tam szukaj pilnie, znajdź, nim ci wypłyną oczy. Widzisz je? Poznajesz je? Cherchez la femme, do jasnej! Zapamiętaj: KsR-2:2! Przekonaj się! Miltony, Villony. O, nasze utracone śniegoraje! Cycuszek, pępuszek, różowa pizdeczka z lepkosłodką dziurką...
...Zamyka powieki, wstrzymuje oddech, przeszukuje ciemność gałek ocznych: jest! Galaretowate, bladoróżowe, ciepłe wnętrze pramacicy nasuwa się mlaszcząc na jego ciało od głowy, jakby wchłaniały go zaślinione usta gigantycznej ameby, a synapsy-nibynóżki oplatają ściśle, zaklejając oczy, usta i uszy. Trylobit bólu. Trybolit?

KAZIRODCA Z ZURYCHU

Trybolit! Co robić? Nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić: małpki znaczeń. Nie odczuwać niczego. Czuje gwałtowny skurcz w gardle, rejestrując potok śliny wylewający się z ust. Teraz znika w trzewiach Kosmosu, rozpylając się we wszystkich możliwych kierunkach naraz, jak kiedyś w lesie pod? Wewnątrz? Na zewnątrz jakiegoś buka? To było wszędzie naraz. A co powiedział Jego Światłość Ole Nydahl? "TY wiesz"! Mądrala! Gówno wiem!

Trybolit; dobre słówko, myśli. Freudowskie takie. Staruszek Freud, myśli. Psychoanaliza psychola, myśli. Jaka była twoja mamusia, Dziubasku? Jaka była moja? A jaka była twoja, ty stary kazirodczy pedofilu w szpicbródkę szarpany! Podobno Herr doctor Sigismundus Szlomo Freud obracał swoją córuś. Cholera, nie znam dokładnie tej story... A może nikt nie obracał nikogo? A może...

No, to jaka była twoja mamusia, chłopczyku? Pomyśl, pomyśl! Wezykatorie wczoraj. Domina słodka i groźna? Jedynobogini władcza i karząca? Klapsa za siusiu w majtki? Słodki pierniczek za kupkę w nocniczek? O, tak, pieszczotliwa Pazyfae! Jej mleczne cycuszki do ssania. Rozstaw źrenic, kształt piersi, bioder, wzrost. Impriting. Idea fixe poszukiwana, jak perpetuum mobile. Piernikowe dłonie, lukrowane oddechy szminkowane usta... Wracały z przyjęć radosne, nucąc lala llalaaa la. Pachniały obcymi samcami. Po nich, już żadna nie będzie tą... Graale dorosłości: zaprawdę, to była matkokobieta i kobietomatka twoja. Hostia wiekuista. Smaki i zapachy jej: kuchni, perfum, bielizny w szufladce, pudrów. Kołysanki senne, dotyki...
...Pewnej nocy jej słodką wizję wytrysnął jałowym śluzem, gdy pierwszy raz czynił to pod kołderką z opuszczoną piżamką, zaraz po aniele boży stróżu mój, jeszcze rozgrzany niedawną kąpielą pachnącą żelatynową zieloną kąpielową szyszką sosnowy las, z okiem pamiętającym jej wiszące w dekolcie syrenie wymiona i a teraz umyjemy ptaszka, króliczku. Jedyna, która pieściła bezgrzesznie, nie oczekując zapłaty.
Chroniła cię przed nim, Kronosem i labrysami jego pijanych nienawiści. Utka ci całun, jeśli pierwszy wejdziesz do Hadesu między asfodele z jej sierocowdowim, ostatnim obolem w garści. Pamiętaj - omiń Lete. Pamiętaj!

...Lala lalaaalala llalaaa... Tak... Dokonaj analizy: która poza nią kochała cię naprawdę, która twoje pieniądze, która tylko seks, a która tylko seks i pieniądze. Co spierdoliłeś sam, a co one; w której chwili i w którym miejscu puściły ściegi poszwy rozsypując jak pierze, twoje życie. Nie zasłaniaj się niepamięcią, taktyką gówniarzy. Nie, to nie jest sprytne, Żuczku, jest głupie. Sprawdzi otwierając wrota do amfilady swojego życia. Sprawdź u źródeł Nile złudzeń. KsR-2:21
- A co zrobi, jeśli niczego nie wyjaśni, jeśli na żadne z pytań nie znajdzie odpowiedzi buszując w tej faktorii, jaką jest jego grzeszna przeszłość, mon Prince?
- Jako rzekłem - nie zasłoni się niepamięcią, taktyką gówniarzy. Nie zakryje ocząt, krzycząc infantylne: Nie ma mnie, matulu! Szuuuukaaaaj! Roztoczy przed sobą szczodrze horyzonty nieprzebranych możliwości i albo wstąpi do klasztoru Sant Quirze de Colera, albo zamieszka w mniszej republice na górze Atos, może Daitoku-ji czy Hemis, w Peczerskiej Ławrze albo zagości na Montenegro, gdzie jako sumienny a schludny braciszek, easy writer siebie, będzie kontynuować poszukiwania odpowiedzi na stronicach iluminowanych pergaminów cuchnących nadpleśniałym grzybem. Będzie z dzbana kamionkowego pijać zatęchłą wodę, żuć razowe chleby i nacierać reumatyczne kości wyciągiem kłączy z przyklasztornego herbarium oraz srać świętobliwie w otwór wspólnej latryny, wyglansowany na połysk kostropatymi mniszymi tyłkami. Oczywiście, od czasu do czasu będzie wecować swój nadmiękły penis, resztkę zagubionej świetności, nucąc pogodnie Te Deum laudamus...

OFELIA BYŁA ANOREKTYCZNĄ PIZDĄ?

- Na Jowisza! Nie powieli śmiertelnego O'błędu tej chudej, anorektycznej pizdy, O’Felii?
- Nie, nie powielii, bowiem wody używa tylko do umywania i picia, zatem będzie jak panawilhelmowa pieszczocha Matylda o dupie tłustej, bojowej germańskiej kobyły, która - jak powiada skryba - nawet bez jedwabnych pantalonów ważyła równo trzy cetnary; przy czym każdy cetnar licz za 4 kamienie, co się równało 100 funtom, czyli 1600 uncjom, a te - 3200 łutom, które odpowiadały równo 12800 drachmom, czyli 38400 skrupułom, te zaś 921600 granom, które z kolei odpowiadały 5068800 granikom, dając razem 40,550 kilograma.
- Co do grama?
- Ano tak.
- Mięsista piździocha!
- Piramidalnie! Ergo tandem, ważyła dokładnie 121 kilo i 65 deko, jak solidna świnia rasy Hampshire. Wytrysnęło ją pewnej bezsennej nocy z lędźwi Baldwina z Lille, gdy po sprawdzeniu czy grzmoci właściwy, wygrzmocił właściwy otwór swej połowicy, choć bywało, iże niejednokrotnie przełamywał opór jej zwieracza, zaciśniętego z pożądliwej trwogi i zmarszczonego jak wilgotne, suśle ślepko.
- A, bestia!
- Nie wnikam, czy masz na myśli jego czy ją, Greku! Więc zaistniała ona w historii świata jak zwykle tylko dlatego, że to akurat jej plemnik wysunął się na czoło peletonu pobratymców, jak plemnik tej drugiej zakłamanej dziwki, Odysowej Penelopy, zawierający wszystkie niezbędne do jej zaistnienia molekuły, w tym - lepką nić jej DNA
- Idźmy zatem po tych niciach do kłębka, Sire.
- Idźmy!

Kurewskie Μοῖραι, w przerwach od zdradzieckiego rypania, zakasując jak najwyżej kiecki, nabożnie przędły, motały i tkały wszelkie wiarygodnie brzmiące odpowiedzi na potencjalne zapytania swych wojowniczych acz - nieobecnych mężów. A mogli zapytać o niejedno i niejednego! Pono stosowną długość materii łgarstw obie kumy ustaliły dokładnie na 70,34 metra, a jej szerokość na metra pół i to dokładnie od brzegu do brzegu i od brzegu do brzegu. Moja też zawiśnie w Bayeux, obok archetypu, pachnąc bosko czterdziestoprocentowym Marquis de Saint Loup...
...Tu zwróć uwagę, Greku, że to wszystko miało miejsce, nim etalon spoczął w Sevres pode miastem stołecznem Pari, wesołej stolicy Île-de-France w owym pięknym, 1875 roku, gdy w Chinach niejaki Quang-Tsu, Chińczyk, został obrany chińskim cesarzem Chin, włosi pierwszy raz wyśpiewali włoską Aidę Włocha, signora Verdiego, oraz urodzili się germańscy chłopcy o germańskich imionach Albert (Schweitzer) i Johan Maria (Rilke), a zeszli panowie Andersen i Larousse, bajkopisarz-pierdolec i kochający dzieci podejrzaną miłością, namiętny encyklopedysta-leksykograf.

CO NIECO O ΙΧΘΥΣ

Więc, jak to już zaznaczyliśmy, w owym pięknym, 1875 roku, Niedziela Palmowa, święto najważniejsze dla prawych czciciela Jezusa ustanowione na pamiątkę jego przybycia do Jerozolimy, wypadała jak raz 21 marca, zaś 26 marca - Wielki Piątek, pamiątka męczeństwa Baranka Me-Me o zdumiewającym rybim pseudonimie ΙΧΘΥΣ, który odczytywać należy: Iesous Christos Theou Yios Soter czyli: Jezus Chrystus Boży Syn Zbawiciel...

...Oczywiście, mój Synu, Wielki Piątek poprzedził 4 lutego tłusty Czwartek wraz z obfitością pączków, ochlajem i całym tym świętojebliwym bajzlem, kiedy to pije się i rucha na potęgę, jakby Wszechświat miał się skończyć nazajutrz, o świtaniu. Rok 1875, był ważny dla świata, bowiem wtedy właśnie wydano Niewolnicę Isaurę Bernardo Guimarãesa, dzieło o zezowatej Mulatce, a to mi jak raz kogoś przypomina, Greku!
- Nathalie?
- Tak, po trzykroć!
- Ale, ale, a propos leit-motivu anorektycznej pizdy - O'Felki: nie lepiej, Sahib, pieprznąć się z gałęzi do wody, niż mniszyć w zaduchu klauzury?
- Wodobójstwo? A gówno! Raczej autodestrukcja w oparach wódy z jakąś dziwką zawieszoną wargami u mego fiuta, jak na czopie od piwa. Zwróć uwagę Greku, że ja nie pytam, w jakie kręgi mnie unoszą wizje wspomnień i czy między piwem a stopką wódki jest jeszcze przestrzeń dla Yeatsa z tym jego All day in the one chair From dream to dream and rhyme to rhyme I have ranged In rambling talk with an image of air: Vague memories, nothing but memories ani nie wydrążę w dyni na halloween nor o krętych znaczeniach Whitmanowskiego I have all lives, all effects, all causes, all germes, invisibly hidden in myself…
- A czego ty właściwie szukasz?
- Ja, mon amie, poza tym, że nie wiem, czego szukam, szukam odpowiedzi na doskonale dojrzałe pytanie: co dojrzał Hamlet w pchnięciu Laertesa, gdy jego dłoń poczuła lepkość krwi: martwa matka z dłonią zaciśniętą z pasją na wąskim pucharze (smakowicie freudowski widok przyznasz); zatrute perły wytryśnięte spazmatycznie na biust macica o, perłowa! O!

O, to dla niej!
To na niej!
To w niej!

Bratobójca i mężobójczyni, chwacka klacz nieujarzmiona, spinali martwą klamrą niemej retoryki ab ovo i ad finitum tak, z pewnością tak; jest w chłodzie marmurowych posadzek coś z gąbki ssącej tragedię pod dojrzałymi tytułami: Co dojrzał Hamlet ? i Oto jest pytanie!
- Czy padło - Do klasztora, Ofelio?
- Wątpię. Idźmy dalej za sztychem, Greku: mogło się zdarzyć, że kiedy podaje uzdę zsiadając, to miękkie obuwie głucho na dziedzińcu szeleści miękko; on nie widzi że rozety okna z komnaty mieszczą rozetę oka matki za krowie wymiona ściskanej krzepkim chwytem stryja, gdy niżej... nie tam! jeszcze niżej powiadam, nie tam gdzie on je, lecz gdzie jego jedzą! w podziemiach spoczywa na katafalku własnej dupy on, ojciec jego zatruty blekotem, a może bełkotem w ucho wsączonym gdy zażywał śmiertelnej drzemki trawiąc sztokfisza i chleba razowego pajdy, śniąc o powabach tłustych ud cycków brzucha rudowłosej szparki filuternego oczka łaziebnej panny służącej rozmarynu między chwastami, aż tu nagle: CIACH! Więc podając tę uzdę: Horacy! I - o, Horacy! Woła i wie już, że po wszystkim jest i jak najbardziej musi w metodę szaleństwo przyoblec. Cięcie!

- Sahib, ja proponuję odsunąć tę donicę z lewej, więcej na plan jaskółek czy lelków i jakiś ruch tutaj bardziej kmiecie drobiu stadko ożywić zanim się trupem zasypią marmury wieczorem przy piwie precelkach z ręką między udami tej tam ryżawej...
- Tej dziwki, która statystując, asystuje Ofelii przy kolacji? Jądra poprawiam, krawat rozluźniam, piwem zapijam, powiadam krzepko, że cały ten hamlet, to jedno wielkie nic i że najlepiej jaki kawałek czegoś treściwego; jakieś pościgi, trochę seksu, a nawet dużo seksu - krew pot i łzy i policja wiecie: akcja akcja akcja, a jeśli nie to, no to coś o papieżu, jak doznał, jak poczuł, jak wstąpił, czy celibat uświęca, to ja bym do piekła... cisza na planie! Pełna erekcja. Słuchaj! Słuchaj! O, słuchaj! Kamera! Poszła!

[---

      Copyright © 2005-2007/8 "Dziennik Znaleziony pod Murem"All right reserved


CZYTAJ WIĘCEJ NA:

http://www.plezantropiatimes.eu/pr4.htm

.
 



Terry Goodkind Pierwsze prawo magii
Terry Pratchett : The Light Fantastic
Terry Pratchett Straż
Terry Pratchett Wiedźmikołaj
Terry Pratchett Zbrojni
Testosteron 2 DVD
testosteron u kobiety
Testosteron w tabletkach
testosteronu u kobiet
test po szkole
Terroryzm w sektach
test motorola v3
Test DVD
Test pokrycia instrukcji programu
Terrier
  • arax bialystok
  • siec lan przez router dlink 2 xp rj45 i laptop z
  • geneza kapitalizmu marks
  • rodzaje wykonczenia dzianin
  • szkolenie;pielEAgniarek
  • republic commando keygen
  • olsztyn;auto;zlom
  • fototapety napisy
  • rosyjskie samochody wojskowe 6